Kolejna Nowa Nadzieja

2012-06-07

Witam, witam po odrobinę dłuższej przerwie niż planowałam ;). Dziś nie będę się bulwersować ani za nadto narzekać, bo za oknem słońce, a cała Polska i nie tylko żyje już wyłącznie piłką nożną ;)). Nawiasem mówiąc, osobiście nie jestem bardzo gorliwym kibicem ani nie czuję potrzeby demonstrowania swojego patriotyzmu przy okazji Mistrzostw, ale wspomnę tylko, że jeśli ktoś czuje inaczej i bardzo chce pokazać swoją dumę narodową wywieszając flagę to  niech może użyje do tego flagi w odpowiednich kolorach/wzorach, a niekoniecznie z wielkim logo producenta pewnego piwa, który akurat swój znak intensywnie rozpowszechnia na chorągiewkach w biało-czerwonych kolorach - bo nie chodzi tu przecież tylko o byle jaką chorągiewkę miłośników złotego trunku, ale o Barwy Narodowe, prawda? ;)

Zmieniając temat, Nasze Słoneczko choć nadal pokrzykuje i wykazuje się dużym uporem wciąż jest pogodne, wesołe, towarzyskie i zdrowiutkie ("twu-twu żeby nie zapeszyć" jak powiedziałaby Babcia H :)).

Poza tym pojawiła się w naszych sercach i umysłach kolejna nowa nadzieja na posiadanie własnego domu :D. Na razie mamy postawiony parter, który dzięki "uprzejmości" urzędników i innych szkodników opóźnił się o około rok. Moi Drodzy, jeśli marzycie o własnym domu, który chcecie zbudować na własnej działce w dzielnicy domkowej to albo uzbrójcie się w ogromne pokłady czasu i cierpliwości albo wybudujcie swoje gniazdko poza Polską ;). W każdym razie kolejny raz widzimy światełko w tunelu i nadzieja, którą nie raz już traciliśmy myśląc sobie, że może rzucić tą cała budowę i kupić kulturalne mieszkanko w bloku, została odnowiona :D. Na razie  Naszym oczom przedstawia się widok surowego parteru z płachtami czarnej foli zamiast okien, ale oczyma wyobraźni widzimy już jak siedzimy sobie w świeżo umeblowanym salonie, Nasz Łobuziak bryka po ogrodzie, w którym zielona trawka zdążyła już odrosnąć po tym jak została rozkopana i rozjeżdżona przez ciężkie maszyny. Widzimy jak krzątam się w mojej nowej, dużej i wygodnej kuchni, w której na reszcie mogę swobodnie postawić na blacie kilka naczyń bez ryzyka, że z niedoboru miejsca zaraz coś strącę, co w mojej dotychczasowej mikrokuchni nie raz sie zdarzało. Po prostu bajka, ale na razie jeszcze nie widzimy szczęśliwego zakończenia i jako umiarkowani optymiści nauczeni rozumu przez wszelkie możliwe przeszkody na drodze do wymarzonego gniazdka czekamy ze świętowaniem i spodziewamy się, że pewnie jeszcze coś niespodziewanego nas zaskoczy ;). Chwilowo prosimy tylko los o bez-deszczową pogodę, bez-awaryjny sprzęt i bez-problemowych sąsiadów :).

comments powered by Disqus