Jak przetrwać w przedszkolu i nie zwariować...

2014-06-17

Nasze słoneczko to poważny przedszkolak. Właśnie mija jego pierwszy rok w przedszkolu, więc nadszedł czas na podsumowania.

Rok temu o tej porze już zaczynałam się zastanawiać jak to będzie kiedy od wrześnie Dzidziak ruszy do przedszkola. Trochę się martwiłam jak odnajdzie się w świecie bez mamy i taty, czy sobie poradzi, jak będzie się zachowywał wśród rówieśników. Dla mnie pierwszy dzień smyka w przedszkolu był dziwny – miałam bardzo mieszane uczucia, z jednej strony Panie przedszkolanki wydawały się miłe, a sale przyjemne, ale z drugiej poranna konfrontacja z 25. Maluchów, z których wielu płakało i chciało do mamy była niezwykle dojmująca. Byłam pełna obaw… niepotrzebnie :D. Nie ukrywam, że przedszkole, jak i cała państwowa edukacja, ma wiele mankamentów, ale w przypadku mojego synka stało się ono drugim domem. Moje ukochane dziecko nie pierwszy już raz mnie zaskoczyło – Junior znakomicie sobie radzi z codziennymi wyzwaniami, stał się niezwykle komunikatywny i samodzielny, jest przez wszystkich lubiany i sam wszystkich lubi, zna kolegów ze swojej grupy, z grup starszych, a nawet wie kto jest czyim tatą, mamą, siostrą czy babcią. Poranne rozmowy w szatni zawsze mnie rozczulają gdy mój synek z przejęciem przedstawia mi dzieci lub ich rodziców, a oni pozdrawiają go po imieniu i okazuje się, że każdy się z każdym zna. Przez cały rok nie było żadnego kryzysu w stylu „nie chce do przedszkola, chce do mamy, do domu itp.”. Było wprost przeciwnie: zimą kiedy wokół ciemno i z łóżka bardzo nie chce się wstać, mój syn budził się po 5 rano, robił poranną toaletę i w kwadrans stawał ubrany i gotowy do wyjścia :). Na pójście do przedszkola było oczywiście za wcześnie, więc trzeba było kombinować jakby tu wykorzystać ten czas… zwykle kończyło się na tym, że śniadanie dla wszystkich było gotowe o świcie (dosłownie), a w porze kiedy wiele osób dopiero otwiera oczy, zaczynały się przygotowania do obiadu :).  Mały łobuziak oczywiście był bardzo zaangażowany w różne wczesno poranne zajęcia, a kiedy dochodziła już 7 z radością wskakiwał w buty, bo w końcu mógł pójść do przedszkola, do kolegów i do swojej Pani, która nawiasem mówiąc stała się niemal członkiem naszej rodziny.  

Może mam wyjątkowo zaradne, odważne i samodzielne dziecko, a może po prostu miałam szczęście trafić na naprawdę sympatyczne przedszkole. Ogólna konkluzja jest jednak taka, że nie ma co demonizować rozłąki z dzieckiem; trzeba po prostu w miarę możliwość przygotować dziecko na to nowe, fascynujące doświadczenie jakim jest przedszkole i oczywiście bacznie się przyglądać czy wybrana placówka (to słowo kojarzy mi się jakoś tak pejoratywnie, ale lepsze określenie zgubiło się na końcu języka ;)) rzeczywiście jest dla naszego największego skarbu spokojną i bezpieczną przystanią.  Mój urwis to taka wybitna jednostka,  niezależny indywidualista i uparciuch, a jednocześnie dowód na to, że dzieci mające zawsze własne zdanie dadzą sobie radę w życiu. Chciałabym bardzo żeby synek zawsze tak się adaptował do nowych warunków i potrafił z różnych sytuacji czerpać to co najlepsze. Zawsze podkreślam, że nie jest łatwo być rodzicem, ale to najfajniejsze zajęcie na świecie :D. Niezależność i własne zdanie to całkiem pożądane cechy, ale niekoniecznie u 4-latka :). Jako matka-kwoka muszę się również w tym miejscu pochwalić tym, że mój synek poza opanowaniem sztuki korzystania z toalety, ubierania się i bardzo wyraźnego mówienia graniczącego czasem ze słowotokiem ;), nauczył się nieco dyscypliny i opanowywania emocji. Emocje u 3-4- latka są jak wulkan; złość to erupcja, a łzy potrafią płynąc jak strumieniami lawa :)). No i znowu popłynęłam z tematem, zrobiło się poetycko, a miało być krótko i rzeczowo ;). No cóż, ten typ tak ma…

Życie z małym człowiekiem nie zawsze jest nieustającym pasmem sukcesów i zadowolenia, ale ogólnie nie jest źle. Aktualnie największe wyzwanie stanowi karmienie małego marudy, ale pracujemy nad tym… Już bardzo niedługo wyjeżdżamy na upragnione rodzinne wakacje, a potem synka czeka pierwsza w życiu wizyta u dentysty, więc na pewno będzie się działo. Dam znać jak pacjent zniósł zębologa, bo wiem, że nie tylko dla mnie tego typu wizyty bywają, że tak powiem, mało przyjemne (oczywiście małego nastawiam bardzo pozytywnie i staram się nie przekazać mu swojej lekkiej niechęci do stomatologów, których bardzo szanuję, ale wolę nie spotykać zbyt często :)).



Komentarze:

Też mam dziecko w przedszkolu i jestem zadowolony z pracy wszystkich osób które tam pracują, ale już nie z warunków. 30-osobowe grupy, w tym w przypadku 3-letnich maluchów, to duża przesada. To jak w krajach 3 świata. Naprawdę nie da się inaczej? Mógłbym dopłacić żeby tylko warunki były znośne, ale w prywatnym przedszkolu w moim mieście jest tak samo. System edukacji jest chory.

Dodał(a): Ja, 2014-06-19 20:49:40

comments powered by Disqus