Jak zarobić na niepełnosprawności?

2014-06-18

Tytuł tej notatki jest dość zapalny, ale sama jej treść  chyba nie wzbudzi większych kontrowersji. Otóż spieszę wyjaśnić o co chodzi...

Dziś odwiedziła nasz domek pani sprzedająca cegiełki na rzecz fundacji pomagającej dzieciom niepełnosprawnym. Każdego miesiąca przedstawicielka tej fundacji robi rundkę po mojej okolicy i zachęca do finansowego wsparcia podopiecznych. Nie w tym jednak rzecz czy pomagać tylko czy brać darczyńców na litość.

Akurat ta pani była u nas pierwszy raz, więc wywiązała się krótka dyskusja o pogodzie, długim weekendzie i o dzieciach, a dokładniej o moim synu. Otóż pani zapytała ile ma lat, czy chodzi do przedszkola  i czy nam nie choruje, a ja niewinnie odpowiedziałam, że na szczęście mały jest zdrowy i uwielbia swoje przedszkole. Na to pani niespodziewanie posmutniała i stwierdziła, że to oczywiście świetnie, że mój mały jest zdrowy, ale że nie wszyscy mają to szczęście posiadania zdrowego dziecka i że nic nie jest nam dane za darmo i na zawsze, więc jako że mi się poszczęściło powinnam być wdzięczna losowi i postarać się za to szczęście jakoś odwdzięczyć. Wywiązała się z tego dłuższa rozmowa umoralniająca mnie i skierowana przede wszystkim na pokazani mi jak trudne jest życie dzieci niepełnosprawnych i ich rodziców.  Zrobiło się mocno niezręcznie i poczułam się jakbym dostała reprymendę od nauczycielki, efektem czego było kupienie przez mnie kilku cegiełek za jednym razem żeby tylko przerwać  tę niewygodną sytuację. Trzeba przyznać, że pani była bardzo skuteczna w zbieraniu datków ;).

Oczywiście, że jestem wdzięczna losowi za zdrowe dziecko, ale nie czuję się z tego powodu winna. Współczuję niepełnosprawnym osobom i rozumiem, że jest im trudno pokonywać bariery, ale wydaje mi się, że litość w stosunku do nich jest jednak nietaktem. Moja przyjaciółka jest mamą niepełnosprawnego chłopczyka (to cudowne i kochane dziecko, które świetnie się rozwija intelektualnie, ale jest niepełnosprawne ruchowo), więc wiem, że nie jest łatwo znajdować siły i finanse na rehabilitację i zwykłą codzienną opiekę nad maluchem. W grę wchodzą kosztowne leki, turnusy rehabilitacyjne, wizyty u specjalistów itp… dużo tego, a i tak nie ma pewności, że dziecko będzie w pełni samodzielne.

W każdym razie jako mama zdrowego dziecka w pełni doceniam swoje szczęście i w miarę możliwości staram się pomagać tym, którzy tego szczęścia mieli mniej. Wizyta pani z fundacji mnie zaskoczyła i postawiła w bardzo niezręcznej sytuacji. Zrobiło mi się zwyczajnie przykro słuchając o ludzkich nieszczęściach, a jednocześnie dostrzegłam niestosowne zachowanie tej pani. Zostałam po prostu rozliczona ze swojego szczęścia, a rachunek opiewał na kilka cegiełek. Wiem, że chciała ona zebrać jak najwięcej pieniążków dla potrzebujących dzieci, ale sposób w jaki o nich mówiła był przygnębiający i taki bezduszny. Absolutnie nie chodzi  mi o pieniądze, bo chętnie i bez szczególnej zachęty wsparłabym finansowo fundację, ale nie podoba mi się takie wywierania nacisku i wzbudzanie poczucia winy. Moja dziecko jest dla mnie najważniejsze i całkowicie egoistycznie chce żeby było zdrowe i szczęśliwe. Nikomu tego szczęścia i zdrowia nie odbieram, nie epatuję swoją radością na prawo i lewo, ale przyznaje, że cieszę się, że nie jestem na miejscu rodziców chorych lub niepełnosprawnych dzieci. Każdemu z nich życzę powodzenia i 3mam kciuki za ich sukcesy.

Czy jestem przewrażliwiona czy faktycznie tak nachalne i obcesowe nakłanianie mnie do przekazania jak największej darowizny jest w porządku? Staram się być dobrym człowiekiem, a poczułam się jakbym zrobiła coś złego. Niewinna uwaga nt tego, że ku mej radości mój mały zdrowo rośnie przekształciła się w wyrachowaną próbę zdobycia pieniędzy. Nie oczekuję wdzięczności za okazane wsparcie, ale też nie uważam, że jestem komuś coś winna. Taka dziwna konfrontacja zdarzyła mi się pierwszy raz i mam szczerą nadzieję, że za miesiąc nie będę musiała już wysłuchiwać żadnych kazań odnośnie  mojej domniemanej niewdzięczności :).

comments powered by Disqus