No to jedziemy... z tym światem;)

2014-06-20

Na jednym z portali rodzicielskich ostatnio zrobiło się zamieszanie, którego powodem był mój pozornie niewinny komentarz o tym, że pozwalam mojemu synowi robić siusiu pod drzewkiem. Drobna uwaga stała się przyczynkiem do szerszej dyskusji, a ja zostałam zrugana za zanieczyszczanie przyrody (żeby nie było wątpliwości, zanieczyszczanie przyrody przez mojego siusiającego syna, który moczu oddaje na tyle mało, że na pewno nie zakłóci to kruchego ekosystemu :)). Dodam jeszcze dla tych, którzy ewentualnie uważają, że takie „publiczne” siusianie dzieci jest nieobyczajne albo o zgrozo jest to publiczne obnażanie się, że powinni zastanowić się co im przychodzi na myśl – dzieci są aseksualne i tak powinno być. Nie dorabiajmy sztucznej ideologii do prostej czynności fizjologicznej, która trwa chwilkę i może być zupełnie niezauważalna jeśli tylko odejdzie się kilka kroków w bok lub skorzysta z osłony krzaczków.

Cóż, przyznaję się do winy, że kiedy mam do wyboru skorzystanie z dzieckiem z brudnej, publicznej toalety to wybieram szybkie siusiu pod drzewkiem. Alternatywą jest siusiu do majtek, ale tego nie polecam.

Taka oto sytuacja: piękny dzień, synek bawi się w parku, jest bezpiecznie, więc może się wybiegać, słoneczko świeci i nagle pada hasło "mama siku szybko!". W całym dużym parku jest jedna toaleta typu toitoi, oczywiście jej stan sanitarny jest dramatyczny, bród, fetor, wszystko się lepi... Mamy do wyboru opcje:

1. Skorzystać na własne ryzyko z odpychającej kabiny;

2. Wrzucić dziecko do auta lub biec z nim na ręku w poszukiwaniu czystszej toalety modląc się żeby zdążyć przed powodzią; dodam, że mały histeryzuje, bo już bardzo mu się chce, a bardzo nie lubi siusiać do majtek - jeśli ktoś myśli, że zdąży to jest naiwny albo jego dziecko ma żelazny pęcherz;

3. Możemy kawałek odejść od ścieżki i dyskretnie zrobić siusiu pod drzewkiem.

 

Oczywiście chętnie skorzystałabym z czystej toalety, ale takowej w pobliżu akurat nie ma, więc wybieram opcję nr 3.

 

A co Wy byście zrobili Drodzy Czytelnicy: pozwolilibyście swoim pociechom zsiusiać się do majtek, skorzystać z zagrażającej ich zdrowiu kabiny czy jednak odwiedzilibyście łono natury? ;)

Ogólna konkluzja była jednak taka, że chyba w dyskretnym siusianiu przez dziecko pod krzaczkiem nie ma nic złego (takie siusianie zostało nawet zestawione z siusianiem piesków, które nie jest potępiane, bo przecież pieski muszą gdzieś być wyprowadzane i o ile nie jest to jedyne, samotne drzewo na środku osiedla to dramatu nie ma). Nawiasem mówiąc brudzące psy oczywiście mi przeszkadzają, ale to wina ich właścicieli, że nie sprzątają kaka swoich pupili…

 

Zaczęło się od siusiania w krzakach, a w ferworze dyskusji przywołany został nawet temat publicznego karmienia piersią. Chyba niechcący poruszyłam jakieś tabu :). Żeby było jasne nie mam nic przeciwko matko karmiącym piersią - można to robić wszędzie, bo nawet jeśli nie ma się w pobliży przyzwoitego pokoju dla matki z dzieckiem to przytulna ławka w parku i może kocyk żeby dziecko miało trochę prywatności wystarczą. Da się nakarmić maluszka w sposób naturalny i to dyskretnie i z godnością. To kolejne tabu, które bulwersuje ludzi choć to oczywista czynność – karmienie młodych to coś naturalnego, aseksualnego i koniecznego. Nie ma o co robić zamieszania... podobnie jak nie ma co robić zamieszania o małe siusiu pod drzewem. Takie jest moje zdanie.
 

Ostatnio modne jest udawanie bardziej poprawnych niż by się mogło wydawać – na każdym kroku ludzie się obawiają, że ich poglądy mogą zostać uznane za niemodne albo sprzeczne z lansowanym prze media nurtem tolerancji, więc na wszelki wypadek myślą 3 kroki do przodu. Karmienie piersią w miejscu publicznym takim jak park i siusianie przez kilkulatka pod krzakiem są uznawane za coś obrazoburczego, co powinno mieć miejsce wyłącznie w czterech ścianach, najlepiej przy zaciągniętych zasłonach. Jeszcze parę(-naście) lat temu małe dzieci biegały na golasa po plaży i nikogo to nie dziwiło, a teraz pokazanie kawałka pupy za drzewem jest od razu wytykane palcami i zabraniane. Osobiście nie pozwoliłabym biegać mojemu synowi na golasa, bo poza oczywistym zagrożeniem pedofilią, jest to po prostu niehigieniczne. Ale nie w tym rzecz, bo i tak istnieje cała masa lekkomyślnych rodziców, którzy wrzucają np. wanienkowe zdjęcia swoich pociech do Internetu. Szczyt nieodpowiedzialności, bo w Internecie nic nie gnie tylko jest oglądane wciąż i wciąż przez 100 najbliższych znajomych i różne szemrane typy :/.

 

Jak pisać to na całego, więc…

 

Kolejna sprawa, która jest dla mnie dziwna to fakt, że koniecznie trzeba wychowywać dzieci bez żadnej zabawkowej broni ani, broń boże, nie pozwalać im się bawić w strzelanie lub budowanie pistoletów z klocków i patyków.  Mój mały łobuz, chociaż wychowywany bez przemocy i cały czas uczony, że nigdy i nikomu nie można robić krzywdy, lubi sobie pobiegać np. z patykiem udając, że to pistolet, ale nikogo nim nie uderza ani nie używa żadnej przemocy, po prostu udaje, że kogoś straszy, goni (notabene on po lanym poniedziałku cały czas myśli, że pistolety są na wodę i robią wyłącznie psik-psik :)). Takie zabawy są źle widziane i traktowane jako uczenie dziecka języka wojny (jak kiedyś to usłyszałam to nie wiedziałam czy się śmiać czy płakać). Każdy rozsądny rodzic wie, że nawet jeśli nie kupi dziecku żadnego zabawkowego pistoletu czy miecza to dziecko go sobie wymyśli z patyka i nie ma w tym nic strasznego, żadnego języka wojny. Ważne jest żeby dziecku zabronić bić, gryźć, kopać, pluć itp. zamiast się zastanawiać czy aby na pewno to bieganie z patykiem i wołanie psik-psik albo pif-paf  jest poprawne i nikogo nie urazi. Dziecko trzeba nauczyć co jest dobre a co złe, ale w sposób, który zrozumie i który odnosi się do rzeczywistości np. „kochanie nie bij kolegi, bo będzie go bolało, bo będzie płakał, bo będzie smutny, bo będzie lecieć krewka itd.itp.”. 

 

Żyjemy w dziwnych czasach, bo z jednej strony akceptowane są parady gejów, filozofia gender, wychowanie seksualne, wolność i swoboda, po prostu peace & love i wiele innych modnych kwestii, ale karmienie piersią lub sikanie dziecka w parku są już bardzo passe. Jestem osobą bardzo tolerancyjną i w każdym temacie potrafią empatycznie znaleźć coś pozytywnego, ale jedyne co mi przeszkadza do oportunizm i wmawianie mi co jest dobre a co złe. To jest trochę tak jak z „babciami” widzącymi całującą się na ławce parkę, które wpadają w święte oburzenie zapominając, że kiedyś też były młode ;). Owszem, parka taka mogłaby zajmować się sobą nieco na uboczu, ale nie ma co być świętoszkowatym i szczerze zbulwersowanym. To taki bardzo łagodny przykład, bo wyobraźmy sobie co by takie „babcie” powiedziały widząc, że ta parka jest tej samej płci :)). Jeśli ktoś nie epatuje swoim zachowaniem na prawo i lewo i nie zmusza mnie do akceptowanie tego co jego zdaniem (niekoniecznie moim) jest dozwolone, to niech idzie swoja droga i mnie nic do tego.

 

No to popłynęłam z tematem… i dobrze, bo może skłoni to kogoś do zastanowienia się nad sobą zanim zacznie oceniać i pouczać innych.

 

P.S. Jeśli ktoś jest ciekawy co skłoniło mnie do tak miejscami radykalnych przemysleń tu znajdzie linka, od którego mój tok myślenia wypączkował ;)



Komentarze:

grunt to chyba robić coś według siebie, nie pod innych..inaczej chyba człowiek by zwariował..

Dodał(a): slavic nature, 2014-06-21 09:27:30

Miło wiedzieć, że ktoś poza mną zachowuje zdrowy rozsądek i nie daje sobie wmówić co wypada a co nie :). Może świat aż tak jeszcze się nie zmienił.

Dodał(a): Blogini.eu, 2014-06-21 07:40:04

czytając Twój wpis od razu pomyślałam.. "ludzie wyluzujcie", wszyscy robią z siebie takich spiętych,poprawnych, że zaczynają zapominać na czym polega piękno życia. Niech Twój synek sika na drzewka ile chce, na zdrowie! jak nie dziecko to żul czy bezdomny,więc bez przesady! tak samo śmieszą mnie tabliczki w parkach, na trawnikach pt. Szanuj zieleń... najlepiej zamknijmy się w plastikowych workach i nie wychodźmy z domu;) pozostaje się tylko z tego śmiać:D

Dodał(a): slavic nature, 2014-06-20 22:59:00

comments powered by Disqus