Stać, bo ktoś Cię właśnie ocenia!

2014-06-26

Temat kupowanie lub nie kupowania dziecku zabawek militarnych nie daje mi spokoju, bo co i rusz gdzieś go napotykam - mam warażenie, że "autorytety" nawet na rzetelnych stronach niepotrzebnie mieszają temat agresji wśród dzieci z niewłaściwymi zabawkami, zamiast poszukać głebszej przyczyny. Dzieci od zawsze ganiały z zabawkowymi pistoletami i mieczami i nikogo to nie dziwiło, a dziś wytworzył się wokół tego typu zabawek jakiś mit wzbudzania agresji i eskalowania konfliktów. Nawiasem mówiąc, jest to kolejny z dziwacznych mitów co wypada a co nie :/.

Strzelanie do kogoś i robienie krzywdy są straszne, ale dzieci przecież tylko udają, że kogoś gonią, dodają sobie tym odwagi i siły, nie myślą o przemocy ani o sprawianiu bólu. Nie należy więc od razu zakładać, że jeśli dziecko biega z zabawkową bronią i udaje, że strzela to ma problemy z agresją i na pewno w przyszłości będą z tego tytułu kłopoty. Problem nie leży w tym czy kupować zabawki militarne, ale jak się nimi bawić – przede wszystkim maluch musi wiedzieć, że nikogo i nigdy nie można bić, szarpać, popychać, kopać itp. Nawet niewinny klocek w ręku dziecka może być powodem siniaka u jego kolegi, jeśli mały łobuz trzepnie nim mocno i celnie. Złe jest zachowanie, a nie sama zabawka. Jeżeli dziecko nie rozumie, że sprawianie bólu jest niedopuszczalne lub jeśli nie chce się do tej zasady dostosować zabawka, militarna lub każda inna, jest odbierana.

Inną kwestią jest fakt, że małe dziecko ma problemy z opanowaniem swojej złości i trudnych emocji, co może skutkować wyładowaniem frustracji w przypadkowy sposób – raz będzie to ugryzienie kolegi, a innym razem rzucenie ulubionym talerzykiem. Trzeba dużo rozmawiać i próbować zrozumieć niestabile emocje malucha, ale jednocześnie mu nie pobłażać, bo jest jeszcze mały i wyrośnie z tego. Naiwnym jest myślenie, że jeśli np. dziecko uderza w zabawie tatę z całej siły zamiast tylko udawać (a tata się śmieje zamiat zwrócić uwagę, że tak nie można, że to nie jest śmieszne i można komuś zrobić krzywdę), nie uderzy tak samo mocno rówieśnika.

Podsumowując, nie mam nic przeciwko zabawkom wojennym o ile dziecko robi z nich właściwy użytek. Jeśli zabawa w wojnę przestaje być „na niby” to trzeba ją przerwać i wytłumaczyć dlaczego tak się stało. Nie ma co dorabiać sztucznej ideologii do dziecięcych zabaw – lepiej przyjrzeć się temu co nasze dzieci oglądają w telewizji, szczególnie, że niektóre kreskówki zdecydowanie nie powinny być adresowane do dzieci. Nie wspomnę już nawet o tym, że w przerwie reklamowej między bajkami puszczana jest tzw. „zajawka” wiadomości lub innego programu interwencyjnego, w której widać np. strzelaninę, krew lub zrozpaczonych ludzi. I to właśnie jest problem, a nie zabawa w policjantów i złodziei. Spekulowanie dorosłych nt nadmiernej agresji i używania języka wojny przez małe dziecko jest moim zdaniem co najmniej niemądre :).

 

Kto się ze mnną zgadza? Rączka do góry :).



Komentarze:

Ja też sprzeciwiałam się kupowaniu pistoletów:P Przyznaję się bez bicia:P No ale jak nie ja to babcia kupiła,albo dziadek,albo ciocia... No i tyle z mojego gadania. Jednak moi chłopcy jakoś się "bronią" długo nie bawią,także nie robię z tego problemu,bo wolą klocki:P

Dodał(a): Marzena, 2014-07-10 18:10:39

comments powered by Disqus