Za Gazetą Wyborczą czyli pierwsze i ostatnie 55 minut życia

2014-06-27

Przed wakacjami miałam już nic nie pisać, ale nie mogłam się powstrzymać…

 

Najtrudniejsze życiowe decyzje zawsze trzeba podejmować znienacka. Nie da się do nich przygotować, można tylko zdać się na swoje uczucia i bazować na nikłej garści informacji, często sprzecznych. Artykuł (oto on: 55 minut życia), który mnie dziś poruszył mówi o decydowaniu o życiu lub śmierci swojego dziecka. Pokazuje, że wspólne chwile są bezcenne, nawet okupione wielkim trudem, że cierpienie dla którego znajdzie się uzasadnienie i dostrzeże w nim cel może dać ukojenie i pozostanie w zgodzie z samym sobą. Bardzo trudny temat – temat śmierci - i  osobisty punk widzenia rodziców kochających swoje dziecko mimo wszystko. Kiedy czytałam ten txt miała w głowie milion myśli, łzy napływały mi do oczu, ale koniecznie chciałam go jakoś skomentować, a teraz kiedy zaczęłam pisać brak mi właściwych słów. Chciałam dorzucić coś od siebie, jakąś mądrą myśl w stylu, że wszystko ma swój cel, ale wcale tak nie czuję – śmierć dziecka nie ma sensu i nie da się jej nijak uzasadnić. Trzeba po prostu ją zaakceptować…

Nie wiem co bym zrobiła gdybym to ja miała decydować o donoszeniu zagrożonej ciąży czy też jej przerwaniu... oby jak najmniej par musiało podejmować takową decyzję. Artykuł do którego się odnoszę jest szeroko komentowany, ale mam wrażenie, że większość z komentujących i tak odważnie wyrażających swoją opinie nie zastanawia się głębiej nad dramatyczną sytuacją rodziny myśląc jedynie o tym jakby tu szybko i bez rozgłosu zakończyć ciążę. Jakby taki pośpiech i anonimowość mogły ulżyć rodzinie w żałobie. Faktem jest, że nie lubimy i nie umiemy rozmawiać o nieszczęściach, więc pewnie wielu osobom się wydaje, że skoro można taką tragedię zakończyć legalnie to po co kłuć nią w oczy, po co to rozpamiętywać. Łatwo jest z boku ferować wyroki – przerwać ciążę, bo dziecko i tak nie przeżyje; nie przerywać ciąży pod żadnym pozorem, bo może zdarzy się cud -, ale kiedy tragedia dotyczy nas osobiście sytuacja już nie jest tak klarowna. Rozpatruję taką sytuacją na różne sposoby, z punktu widzenia matki, w odniesieniu do dobra dziecka, mając na uwadze całą rodzinę chorego maleństwa. I cieszę się, że los kiedyś zdecydował za mnie i nie musiałam nic robić, o niczym decydować.

Nasuwa mi się pytanie czy tak osobiste sytuacje powinny być szerzej omawiane czy powinny zostać wyłączną sprawą rodziny. To zależy czego rodzina potrzebuje - terapeutycznego wygadania się czy kojącej ciszy. Czas leczy rany i choć to brzmi trywialnie tak właśnie jest – stratę dziecka można i trzeba przeboleć, bo życie toczy się dalej, wstaje nowy dzień, ale nigdy nie da się jej zapomnieć. Nie ma znaczenia czy ukochane maleństwo odchodzi od nas w 2, 3 czy w 9 m-cu ciąży czy też żyje chwilę po urodzeniu.

Każdego dnia myślę sobie jaką jestem szczęściarą i dziękuję losowi ze zdrowego synka i kochającego męża. Niczego więcej nie pragnę... i wiem, że nic nam nie jest dane na zawsze...

 

Wzruszona i poruszona… a Wy?

 

P.S. Mój mąż znając moją emocjonalną naturę pewnie teraz by powiedział żebym nie czytała takich tekstów, bo za bardzo się przejmuję. I miałby racją, przejmuję się za bardzo, ale inaczej się nie da.



Komentarze:

Cóż, życie jest skomplikowane. Ale czytanie takich tekstów nie jest złe jeśli są tylko zapisem ludzkich emocji. Nie lubię tekstów które przy pomocy emocji próbują narzucać jakiś punkt widzenia lub manipulować czytelnikiem. Tego nie czytałem ale z opisu domyślam się, że nie należy do tej złej kategorii (aczkolwiek GW jest dla mnie zawsze trochę podejrzana).

Dodał(a): To ja, 2014-06-27 16:17:38

Ja też jestem optymistką i zawsze sobie tłumaczę, że musi być dobrze, ale w takiej sytuacji jak ta w artykule to człowiek gdzieś zatraca poczucie rzeczywistości - z jednej strony chce się ratować dziecko dając mu szansę na życie, ale z drugiej nie chce się sprawiać mu bólu. To są właśnie prawdziwe problemy, a nie jak się niektórym wydaje życie kręci się wokół pieniędzy, przyjemności itp.

Dodał(a): Blogini.eu, 2014-06-27 16:08:12

ja też zwróciłam uwagę na ten artykuł! wiesz mi się wydaje,że może rodzice chcą głośno o tym mówić,żeby dotrzeć do ludzi, którzy zmagają się z podobnymi wyborami, jakby nie było to są decyzje, które nigdy nie będą łatwe. Ja też rozmyślam o takich sprawach, myślę co ja bym zrobiła itp. i powiem Ci,że ja jestem wieczną optymistką, zawsze wierzę w swoją intuicję i to,że coś lub ktoś mnie chroni i jakoś się wszystko ułoży, więc raczej na pewno nie umiałabym żyć ze świadomością, że może zabrałam dziecku szansę na zdrowe,normalne życie...bo cuda się jednak zdarzają..ale nie oceniam, to zbyt delikatne,intymne sprawy.

Dodał(a): slavic nature, 2014-06-27 15:59:02

comments powered by Disqus