Dobre chęci

2014-07-10

Swojego czasu udzielałam się na portalach dla kobiet po poronieniu lub mających inne problemy z zostaniem mamą. Wydawało mi się, że jeśli opiszę im moją sytuację, która zakończyła się przecież wielkim i pięknym happy endem, dam im nadzieję, że wszystko będzie dobrze. Pokaże im, że warto się starać nawet jeśli są w tych staraniach trudne momenty i chwilowe kryzysy, bo na końcu wyboistej drogi czeka upragniona nagroda i spełnienie marzeń. Myliłam się jednak, bo okazuje się, że wiele kobiet z problemami nie chce słuchać o szczęśliwych zakończeniach, nie chce czytać, że komuś się udało, że było warto, że trudności mogą być tylko chwilowe. One chcę by ktoś połączył się z nimi w bólu i nie próbował ich z tego dołka wyciągać.

Doskonale rozumiem delikatność i kruchość kobiety starającej się, bo sama nią byłam i musiałam pogodzić się z niepowodzeniami, ale zawsze pozostawałam pełna optymizmu – swoją energię zamiast na rozpaczanie przeznaczała na działanie czyli robienie badań, wizyty u lekarzy, czytanie o sukcesach innych itp. Straty dziecka nie da się zapomnieć, ale trzeba ją przeboleć, bo nawet w najgłębszej depresji wstaje nowy dzień i życie toczy się dalej. Nie będę się rozpisywać o tym, że kobiecie po przejściach trzeba pomóc odzyskać równowagę, dać jej czas na żal, wykazać się taktem i delikatnością… bo tak naprawdę każda kobieta oczekuje innego wsparcia, jedna marzy tylko o tym by wszyscy dali jej spokój, a inne potrzebuje się wygadać i wypłakać z bliskimi. Jedno na pewno jest wspólne – u każdej mamy starającej się widok małych dzieci i kobiet w ciąży wywołuje duże emocje i ukłucie zazdrości. I znowu indywidualnie jedna będzie unikać takich wzruszeń, a inna (taka jak ja) będzie mimo to spotykać się z dzieciatymi znajomymi i cieszyć się ich szczęściem czekając na swoją kolej.

 

Moja chęć okazania wsparcia i natchnięcia pozytywną energią została niejednokrotnie odczytana jako próba chwalenia się i wywyższania. Było mi szczerze przykro i z czasem przestałam pisywać na forach dla niespełnionych jeszcze rodziców. Właśnie tak często jest, że dobre intencje są źle przyjmowane i czasami trzeba po prostu odpuścić, nie próbować się tłumaczyć, nie próbować nic zmieniać… Myślę, że część z kobiet, które posądzały mnie o przechwalanie się zrozumiało już, że nie ma sensu oddawać się bezproduktywnej rozpaczy i dostrzegły swoje światełko na końcu drogi. Szczerze bym sobie życzyła żeby ich problemy się skończyły i żeby mogły podobnie jak ja pisywać o nich tuląc swoje wychuchane maleństwo w ramionach. Punkt widzenia zależy od punktu siedzenia i trzeba to zaakceptować.



Komentarze:

Kochana, ja zawsze Cię rozumiem ;). A moje pocieszanie polegało również na pisaniu co i jak można zrobić, jaki lekarz jest dobry, które badania mogą coś wyjaśnić, ale faktycznie może lepiej się nie wychylać.

Dodał(a): Blogini.eu, 2014-07-10 18:37:54

Ewciu nie jestem w temacie,bo ja to miałam odwrotnie z dzieciaczkami:P Ale patrząc na krzywdę ludzką wiem, że takie pocieszanie nic nei daje a faktycznie może wzburzyć. Gdy urodziło mi się chore dziecko to takie pocieszania, że będzie dobrze poczatkowo mnie podnosiły na duchu,ale na dzień dzisiejszy mnie wkurzają. Nie postrzegam już Mateuszka jak chorego, a raczej jak dziecko które nigdy nie będzie chodzić i jak mi próbują "wmawiać", że będzie inaczej to mnie wkurza. Chodzę po lekarzach,znam wiele przypadków i znam realia,pogodziłam się z nimi i nie mam siły już robić sobie nadziei. Więcej radości dałoby mi jakby ktos mi doradził realistyczną pomoc-np fajny sprzet dla Mateuszka,który ułatwił by mu zycie. Myslę, że podobnie jest jak nie można mieć dzieci. Te matki nie mają już sił na nadzieję. Trzeba ich wspierać,ale nie pocieszać,bo to dołuje. Pocieszając pokazujemy jaką mają beznadziejną sytuację. Mam nadzieję, że zostałam zrozumiana:)

Dodał(a): Marzena, 2014-07-10 18:02:58

comments powered by Disqus