Feministka, nie-feministka

2014-07-11

Za sprawą mojego najwierniejszego czytelnika i zawsze pierwszego krytyka – Szanownego Małżonka – zdecydowałam się wyrazić swój punkt widzenia nt szeroko pojętego feminizmu i wolności :).

 

Mam wrażenie, że aktualnie modne są feministyczne „gadki” o niezależności, równouprawnieniu i swobodzie decydowania – kobieta powinna się realizować zawodowo, rywalizować z mężczyznami,  być użyteczna społecznie, przedkładać siebie ponad rodzinę powiedzą „odważne” Kobiety. I nie ma w tym nic złego o ile nie narzucają one swojego punkty widzenia innym, może nieco mniej modnym i wywrotowym, Paniom (również Kobietom Domowym, którym dobrze jest we własnym zaciszu, a przez takie „gadki” czują się sfrustrowane). Kobiety i Mężczyźni różnią się od siebie nie bez przyczyny i uważam, że można być postępową i atrakcyjną Damą pełną kobiecości i wdzięku zamiast udawać „twardą babę z jajami” :), która musi walczyć – o siebie? o idee? o cudze poczucie dyskryminacji? Sama nie wiem o co. Kiedyś Kobieta Domowa skupiająca się na trosce o dom, dzieci i męża postrzegana była jako anioł ciepła i domowego miru. Dziś jest to synonim poddania się mężczyźnie i wyraz braku ambicji (zawodowych). Ale dlaczego, ja się pytam?

 

Otóż pisałam już wcześniej o dzietności lub bezdzietności i o idących za nimi światopoglądach, ALE nie wspomniałam wtedy o kobietach, które lekkomyślnie deklarują niechęć posiadania potomstwa, a potem tego żałują. Wiele z nich nigdy się publicznie nie przyzna, że coś jednak straciły, że wracając do pustego, eleganckiego domu urządzonego niemal na miarę za czymś tęsknią. W pogoni za lepszym stanowiskiem, za bardziej pasującym partnerem i ze większą niezależnością zapomniały one, że w życiu liczą się uczucia, wrażliwość, bezinteresowna miłość i nawet irracjonalne spełnienie. Lata mijały i okazało się, że praca, partner, status społeczny nie są już najważniejsze, ale na założenie rodziny jest za późno. Kobiety takie są szanowane, inni się z nimi liczą, wygląda na to, że osiągnęły niewątpliwy sukces, ALE czy są szczęśliwe same ze sobą?

 

Mówi się, że silna kobieta potrzebuje silnego partnera, który będzie stał u jej boku, ale myślę też, że równie mocno potrzebuje kogoś małego i bezbronnego do kochania, dla kogo będzie całym światem, przy kim będzie mogła pozwolić sobie na kruchość i wrażliwość. Być niczym dla wielu i wszystkim dla jednego – chyba jakoś tak to szło? ;)

 

Oczywiście wiele kobiet łączy owocne życie zawodowe i szczęśliwe życie rodzinne. Chodzi mi jednak o to, że wg grzmiących z „mównicy” feministek kobiety powinny być twarde i opanowane, powinny wybierać jedną rzecz i na niej się skupiać (jak mężczyźni). Właśnie ten kategoryczny ton i próba uszczęśliwiania na siłę tych którzy tego nie potrzebują mnie zniechęca. Prawa kobiet są ważne, płcie są sobie równe, każdy ma prawo do samorealizacji, ale nie kosztem przyrównywania wszystkich do jednej bezdusznej średniej. Żal tracić swoją kobiecość dla oczekiwań innych.

 

Może moje wrażenie wywierania nacisku na kobiety, które niekoniecznie chcą pchać się na afisz jest zbyt wyolbrzymione, ale nie mogę pozbyć się poczucia, że będąc Panią Domu, Kobietą Domową, Spełnioną Żoną i Matką (jak zwał tak zwał) jest się ocenianą jako mniej ambitną, mnie mądrą, mniej pracowitą i mniej zdolną niż kobieta pracująca zawodowo, której miarą wartości jest comiesięczna wypłata. Niestety, zajmując się domem można liczyć tylko na zapłatę w uśmiechach dzieci i komplementach męża – nic materialnego, wszystko względne.

 

Taka oto ze mnie wrażliwa feministka, nie-feministka ;). Nikogo nie oceniam, staram się tylko zazanaczyć swój głos w ogólnej dyskusji... każdy powinien żyć jak lubi, bez przymusu dopasowania się do cudzych oczekiwań i wyznaczonych ramek (w granicach rozsądku, oczywiście).



Komentarze:

No ładnie, polityka i żądza władzy są wszędzie ;)

Dodał(a): Blogini.eu, 2014-07-11 12:35:02

Wiele kobiet które w odpowiednim wieku nie zdecydowało się na dziecko a potem było już za późno jest autentycznie nieszczęśliwych. Nie ma co ich więc atakować. Za to feministki jak najbardziej, bo to często ich wina. Podpuszczają kobiety wmawiając im że kariera jest najważniejsza, że trwałe związki są niemodne, że dzieci nie są dla nich itp. itd. Potem to nie one ponoszą konsekwencje... A wszystko po to żeby stworzyć sobie grupę wiernych, uzależnionych od siebie kobiet, którą będą mogły rządzić i na ich plecach zdobyć władzę. To stary numer w polityce.

Dodał(a): Ja, 2014-07-11 12:30:50

comments powered by Disqus