% szczerości w "szczerości"

2014-07-12

Jakby tu dziś zacząć? Może od oczywistego faktu? ;)

 

Każdego dnia spotykamy się z ludźmi, przed którymi musimy odgrywać pewne role. Ciągle jesteśmy tą sama osobą, wewnętrznie, ale publicznie zmieniamy się w kogoś innego. Nasi rozmówcy/towarzysze chcą nas widzieć takimi jacy sami są, a my dostosowujemy się do oczekiwań i wpasowujemy w żądane ramki. Mnóstwo ról – mama, żona, koleżanka, petentka, klientka, córka, synowa… A kiedy jesteśmy tak naprawdę sobą? Ja jestem sobą w domu, przy moim mężu i synku, kiedy mogę biegać po domu w gustownym dresiku i mówić to co naprawdę myślę. Bez hipokryzji i konformizmu. Przynajmniej tak mi się wydaje.

 

Publicznie nie lubię się wychylać, nie lubię się sprzeciwiać (choć poddawać się cudzej woli też nie lubię), nie lubię tłumów, nie lubię być widoczna i oceniana. Zgadzam się z rozmówcą dla świętego spokoju, a potem ewentualnie marudzę mężowi, że ktoś ma dziwne poglądy albo zachowuje się głupio :). Sztukę przytakiwania mam już świetnie opanowaną, a moje rozmowy poza domowe są zwykle płytkie i mało wnoszące. Czasami w myślach karcę siebie za tzw. zagadywanie zamiast szybkiego skończenia tematu, bo kiedy ja zagaduję kogoś to on zagaduje mnie, a ja nie lubię mówić zbyt wiele o sobie. Nie jestem też mistrzynią ciętej riposty, więc nawet jeśli ktoś czymś mnie „zastrzeli” nie umiem szybko i celnie odparować. Palę również większość dobrych dowcipów, więc nawet nie próbuję być zabawna. Taka już ze mnie grzeczna i poukładana dziewczynka. Większość ludzi ocenia mnie jako kontaktową i wygadaną, i w sumie tak właśnie jest, ale jest to tylko jedna z moich ról. Szczerość  i zaufanie zarezerwowane są dla najbliższych bliskich ;). Nie zawsze tak było, ale kiedy „„serdeczna i troskliwa”” przyjaciółka wystawiła mnie na odstrzał, uszczelniłam swoją prywatność maksymalnie.

 

Szczerość nie jest w cenie i bezpieczniej jest ją zachować na specjalne okazje, bo na co dzień małe kłamstewka i przemilczenia są takie wygodne.

 

Szczerość rani; Prawda boli; Kłamstwo uzależnia – oto uniwersalne motto ;).

 

Tylko w dyskusjach z mężem słowa są naprawdę istotne, bo niosą za sobą pewien szczery przekaz emocjonalny i wymagają żonglerki argumentami oraz gimnastyki umysłu :)). Są takie odświeżające i pomagają utrzymać elastyczność myślenia. Pozostałe rozmówki to taka powierzchowna chit-chat :). Innych wcale nie interesuje co się u mnie dzieje, no chyba, że działoby się akurat coś godnego rozplotkowania… Mnie osobiście też bardziej interesują pikantne ploteczki niż szara codzienność, ale w przeciwieństwie do wielu ciekawskich, potrafię zachować je dla siebie zamiast puszczać w obieg przy każdej okazji…

 

Wy też tak macie? Czy tylko ja jestem taką wyrachowaną oportunistką, która w dodatku nie zamierza się zmieniać? ;)

comments powered by Disqus