Dziadkowie i inne "starocie" ;)

2014-07-13

Będąc dziećmi, a potem nastolatkami, często nie doceniamy dobrodziejstwa jakim są dziadkowie. Najpierw myślimy sobie, że dziadkowie są wyłącznie po to żeby spełniać nasze życzenia, a potem postrzegamy ich jako niemodnych i ciągle pouczających. Dopiero kiedy dorastamy i zakładamy swoją rodzinę dostrzegamy jak dziadkowie byli cenni, jak wpłynęli na nasze życie, ile prawdy było w ich przestrogach. Czasem żałuję, że nie zapytałam dziadków o więcej rzeczy, że nie zaczerpnęłam więcej z ich wspomnień dotyczących naszej rodziny i czasów, w których żyli…

 

Sporą część mojego dzieciństwa spędziłam z dziadkami, bo mama pracowała i podczas jej nieobecności zajmowała się mną babcia H. Nie brakowało mi niczego, dziadkowie poświęcali mi całą swoją uwagę, bawili się ze mną jakby nadal mieli po naście lat :). Było świetnie, do czasu jak nie zostałam buntującą się nastolatką i nie zaczęłam się z dziadkami regularnie kłócić próbują zmienić ich „staroświeckie” poglądy. Nie było dla mnie żadnej świętości ;). Mimo to dziadkowie, z którymi zresztą mieszkaliśmy, nigdy nie narzekali i mieli do mnie cierpliwość :). Z biegiem lat dorosłam i uświadomiłam sobie, że w ich słowach było dużo racji, a ich tzw. głowologia była o wiele użyteczniejsza niż rady najlepszych ekspertów. Dziadkowie byli pokoleniem, które musiało sobie samo ze wszystkim radzić, wcześnie zaczęli samodzielne życie bez pomocy, wsparcia i opieki swoich rodziców. Teraz bardzo ich za to szanuję. Za życia bywali dla mnie utrapieniem, a po śmierci często wracam myślami do ich złotych myśli na życie, które okazują się takie uniwersalne.

 

Babcia byłaby ze mnie dumna, że chronię nereczki i uszka przez przeziębieniem, bo zdrowie jest najważniejsze, a Dziadek byłby zadowolony widząc, że mam własne zdanie i własny dom wybudowany na działce, którą zostawił mi w spadku. Babcia, choć nie była kobietą z wyższym wykształceniem, dużo czytała i  na miarę swoich możliwości i czasów w jakich dorastała zdobywała wiedzę wybiegającą poza ramy prowadzenia domu i dbania o męża. Dziadek natomiast nie ufał różnym fachowcom, więc dosłownie wszystko umiał zrobić sam. Nie ufał również władzy i wszelkiej maści urzędnikom, ale to już inna historia ;). I to jest moim zdaniem właściwe podejście do życia – dużo wiedzieć, dużo umieć, nie ufać obcym :).

 

Życzyłabym sobie żeby mój syn miał tak samo silną więź ze swoimi dziadkami jaka ja miałam ze swoimi, bo mocne korzenie i wspólna przeszłość to najcenniejszy prezent jaki może otrzymać mały człowiek.

 

 

P.S. Babcia znała mnóstwo wierszy i często mi je powtarzała. 3 z nich szczególnie lubiłam i do tej pory je pamiętam, no i zamierzam ich nauczyć mojego syna jako jego dziedzictwo i nić łączącą pokolenia. Dodam, że Babcia bywała mocno nostalgiczna i egzaltowana, i może cytowane przez nią wiersze nie do końca nadawały się dla kilkulatki, ale dla mnie były one kolorowe i ciekawe, a dopiero po latach dostrzegłam z nich cień smutku. Oto one:

 

1) Mikołaj Biernacki:

 

Idylla maleńka taka:

Wróbel połyka robaka,

Wróbla kot dusi niecnota,

Pies chętnie rozdziera kota.

Psa wilk z lubością pożera,

Wilka zadławia pantera,

Panterę lew drze na ćwierci,

Lwa - człowiek; a sam po śmierci

Staje się łupem robaka.

Idylla maleńka taka...

 
 

2) Adam Asnyk:

 

Siedzi ptaszek na drzewie
I ludziom się dziwuje,
Że najmędrszy z nich nie wie,
Gdzie się szczęście znajduje.
Bo szukają dokoła,
Tam gdzie nigdy nie bywa,
Pot się leje im z czoła,
Cierń im stopy rozrywa.
Trwonią życia dzień jasny
Na zabiegi i żale,
Tylko w piersi swej własnej
Nie szukają go wcale.
 

3) Juliusz Słowacki:

 

Smutno mi, Boże! - Dla mnie na zachodzie
Rozlałeś tęczę blasków promienistą;
Przede mną gasisz w lazurowej wodzie
Gwiazdę ognistą...
Choć mi tak niebo ty złocisz i morze,
Smutno mi, Boże!

comments powered by Disqus