Macierzyństwo z lukrem i cukrem, poproszę.

2014-07-14

Dla wielu cudownych matek pierwsze dni, tygodnie, a nawet miesiące z maluszkiem bywają trudne. Stres i frustracja sięgają zenitu, a poziom pewności siebie wpada w głęboką depresję. Nie ma znaczenie czy jest to pierwsze czy kolejne dziecko, bo każdy maluch jest inny i pojawia się na innym etapie życia, więc przewidzieć trzeba nieprzewidywalne.

Szczególnie trudno jest się pozbierać kiedy otacza nas  stado wszechwiedzących ciotek i babć, które choć swoje młode odchowały lata temu nadal myślą, że są na bieżąco…

 

Żal mi matek, które nie umieją się uspokoić i odnaleźć radości płynącej z macierzyństwa, bo ja takową radość odnalazłam błyskawicznie. Nie mówię, że nie zdarzały mi się kryzysy, ale ogólnie macierzyństwo pozytywnie mnie zaskoczyło.

Czytając o dzieciach i ich wychowaniu (a czytałam sporo :)) przygotowana byłam na najgorsze – wiecznie nieprzespane noce, ciągłe płacze, niekończące się kolki, stosy brudnych pieluch, dziecko przyssane do mnie przez całą dobę i przez wiele miesięcy. Byłam gotowa zrezygnować ze wszystkiego byleby tylko moje młode było absolutnie zaopiekowane… Nie było to konieczne, bo mały owszem budził się w nocy, ale szybko się najadał i spał przez kolejnych kilka godzin, a ja mogłam spać z nim. Płaczu było trochę, ale kiedy głód, czysta pielucha, wygodne miejsce do polegiwania i swoboda ruchów były odhaczone nastawał błogi spokój. Kolki też szybko minęły i nie były bardzo dokuczliwe. Obsługa brudnej pupci została uskuteczniona przez jednorazowe pieluchy i nasączane chusteczki, całe morze pieluch i chusteczek jeśli zachodziła taka potrzeba, i wszystko dało się opanować. Dziecko przyklejało się do mnie szczelnie głownie na czas karmienia, a że mały łakomczuch szybko przechodził do rzeczy czyli zapełniania brzuszka nie było to aż tak czasochłonne jak się spodziewałam. Na początku przebieranie i kąpanie maluszka wywoływało u mnie dreszcz emocji, ale szybko nabrałam w tym wprawy i okazało się, że dziecko nie jest z cukru i krzywdy mu się tak łatwo nie zrobi. Moim największym sukcesem wychowawczym było spanie synka od samego początku w jego łóżeczku w jego pokoju. Dzięki elektronicznej niani mogliśmy spać w sypialni i w razie czego reagować na każdy dźwięk.  Pewnie dla wielu troskliwych matek jest to albo marzenie albo coś niedopuszczalnego ;).

 

Może miałam szczęście i moje dziecko było wyjątkowo ugodowe, a może po prostu podeszłam do macierzyństwa metodycznie i bez kompleksów.

 

Jedyne co mnie dołowało to brak pewności czy robię wszystko jak należy, czy dziecko na pewno jest zdrowe i czy niczego mu nie potrzeba. Zastanawiałam się czy to co robię mogłabym robić lepiej, przez co oczywiście dopadała mnie frustracja. Zdarzało mi się mieć poczucie winy kiedy udało mi się wygospodarować chwilę dla siebie zamiast spędzać cały czas z Juniorem. W momentach zwątpienia wkraczał zawsze mój mąż, który przywoływał mnie do porządku i tłumaczył, że wszystko jest świetnie :). Mój Szanowny Małżonek zawsze starał się mi pomagać i w razie czego był gotowy kompleksowo zająć się synkiem. Dzięki niemu wcale nie było tak trudno jak oczekiwałam…

 

Bycie Mamą oznacza myśleć „MY” zamiast „JA”. Nie każda kobieta to akceptuje i nie każda musi być do tego stworzona. Mnie to jednak odpowiada i dlatego uważam, że bycie Matką to najfajniejszy zawód na świecie. Bez lukru i cukrowania, nie zawsze jest łatwo, ale dziecko tak szybko się zmienia, że zanim się człowiek dostosuje do jednej niedogodności (np. pobudki o 5 rano) zaczyna się następna (np. histeryzowanie na zawołanie). W dziecku jedna rzecz się naprawia, a inna psuje; bunt 2-latka przechodzi w bunt 3-latka itd. A My Matki każdego dnia dzielnie stawiamy czoła żywiołowi zwanemu DZIECKO. W tym macierzyńskim chaosie można się zagubić, ale kiedy wieczorem dziecko już śpi, a my przysiadamy na chwilę to właśnie wtedy czujemy szczęście. Najważniejsze jest robić to co trzeba najlepiej jak się potrafi i nie przejmowanie się tym jak osądzają nas inni. Największą nagrodą jest uśmiech dziecka i jego buziaczki nawet z buzia umorusaną czekoladą :). Dość tych ckliwości – Macierzyństwo to super sprawa, polecam każdemu spróbować ;).



Komentarze:

Ewciu a ja miałam odwrotnie. Nikt nie uprzedził mnie wcześniej, że dziecko wogóle budzi się w nocy:P A Nikoś budził się? O NIEEE...ON PO PROSTU NIE SPAŁ W NOCY:p

Dodał(a): Marzena, 2014-07-16 21:50:05

Z tym byciem stworzonym to oczywiście bym nie przesadzała, bo wg mnie jest tak, że nie rodzimy się matkami tylko stajemy się nimi poznając swoje młode. Dlatego mocno irytują mnie rady dobrych ciotek, które zamiast dać młodej stażem mamie szansę nauczenia się wszystkiego, strofują ją i wpędzają w poczucie winy. Niestety kiedy się ma dziecko trzeba myśleć MY zamiast JA, bo zanim uda nam się zrobić coś dla siebie trzeba pomyśleć co zrobić z dzieckiem, no i właśnie wtedy przydają się dobre babcie i ciotki, które powiedzą "My się nim zajmiemy" :)

Dodał(a): Blogini.eu, 2014-07-16 07:43:35

hhmm.. czyli jeśli ja narzekam to do macierzyństwa stworzona nie jestem? ja to "JA", moje dzieci to moje dzieci. to nie jeden organizm. to dwie niezależne organizmy, żyjące w symbiozie. Super że było lepiej niż przypuszczałaś, mimo że mało kto tak ma, tylko pozazdroscic :))

Dodał(a): FlowMum, 2014-07-15 23:00:13

comments powered by Disqus