Pomieszanie z poplątaniem

2014-07-29

Dziadkowie zapraszają one again :D. Tym razem będzie wszystkiego po trochu – w jedym miejscu będą dinozaury, miniatury, oceanarium, kino, świat stanie na głowie, a place zabaw i karuzele na monety zawłaszczą największą część wycieczki.

 

Czas start. Zaczynamy maraton…

 

 

Kierunek: Dreampark w Ochabach

Czas podróży w jedną stronę: 60 minut

Koszt: oj drogo jest, drogo...

 

Na pierwszy ogień idą oczywiście dmuchańce, po drodze zahaczamy o place zabaw i dochodzimy w końcu do parku linowego składającego się z trudniejszej części dla starszych dzieci i dorosłych oraz z łatwiejszej dla młodszych turystów. Łatwiejsza trasa jest spokojna i bezpieczna, ale i tak zdolny ją przejść jest dopiero sprawny 3-latek, a najlepiej spisze się jednak starszy maluch.

 

Następnie przyszła kolej na część parku wypełnioną dinozaurami – nie zaprzeczam, świetnie zrobionymi (niektóre nawet się ruszały i ryczały). Obok dinozaurów zlokalizowany jest park z miniaturowymi budowlami z całego świata – również robią one wrażenie swoimi detalami i kunsztownym wykończeniem.

 

Po części parkowej nadszedł czas na prehistoryczne oceanarium opisane dokładnie w poście o Juraparku. Świetne miejsce gdyby tylko okulary 3D były lepiej dobrane… Obok oceanarium znajduje się kino 6D, które na tle konkurencji z Krasiejowa i Inwałdu wypada dość blado. Nie wiem skąd się bierze to 6D, bo poza technologią trójwymiarową, podmuchami wiatru, symbolicznym pryśnięciem wodą i mocno trzęsącymi się w przypadkowych momentach fotelami nic więcej tam nie uświadczysz – mimo to jeśli ktoś pierwszy raz ma okazję zagości w takowym przybytku to warto się do niego wybrać. Być może po kilku wcześniejszych, bardzo emocjonujących, wizytach w kinie 5D moje wymagania są zbyt wygórowane, a może w Ochabach repertuar został niewłaściwie dobrany do wszystkich możliwości high-techowego kina. Moim zdaniem dużym minusem zarówno Oceanarium jak i Kina 6D była niska jakość okularów niezbędnych do podziwiania przestrzennych obrazów. Nawiasem mówiąc, w niektórych scenach okulary te bardziej przeszkadzały niż pomagały :). I oczywiście w przeciwieństwie do konkurencji nie było ich w rozmiarze dla dzieci, więc mój mały musiał obejść się bez nich… Na szczęście sytuacje uratowało zwykła „płaskie” kino gdzie puszczane były przygody Reksia oraz Bolka i Lolka.

 

Niewątpliwą atrakcją jest Dom Do Góry Nogami gdzie grawitacja płata figle stawiając wszystko na głowie. Błędnik szaleje, równowaga gdzieś się gubi i lepiej trzymać się ściany żeby zachować pion.

Od pozytywnego zakręcenia przeszliśmy do lekkiego zawodu – akwaria z rybkami tropikalnymi okazały się być jednym, niewielkim pomieszczeniem, w którym panował zaduch. Aż chciałoby się powiedzieć: Zawiało nudą ;). Choć przyznaję, zgromadzone tam rybki są ładne i kolorowe, ale słabo wyeksponowane i jest ich jakby mniej niż przewiduje opis atrakcji.

 

Na terenie parku jest jeszcze labirynt z kukurydzy, który ze względu na lejący się w nieba żar i zero cienia zostawiliśmy sobie na „kiedyś”.

 

Niewątpliwym mankamentem jest konieczność wrzucania pieniążków do każdej karuzelki, konika, samolociku czy innego automatu… przy zakupie dość kosztownych wejściówek max dream czyli teoretycznie all inclusive nie fair jest wyciąganie z kieszeni gości kolejnych monet :). Karuzele to jedna z ulubionych dziecięcych atrakcji, a w DreamParku żadnej nie uświadczysz choć część z wydzielonym placem zabaw jest naprawdę spora. Nie brakuje huśtawek, drabinek, domków czy zjeżdżalni, ale karuzela byłaby w tym całym zamieszaniu wisienką na torcie. Właśnie takiego zwieńczenia dzieła w postaci wszystkich atrakcji za darmo/w cenie droższego biletu w Ochabach brakuje.

 

I na koniec pozwolę sobie skomentować jedzenie… otóż smakoszom go nie polecam. W miejscu takim jak park rozrywki nie spodziewałabym się eleganckich dań, ale uważam, że nawet fast food mógłby trzymać wyższy poziom. Przywiędłe frytki, wysuszone na wiór kotlety, ciepła cola i zupełny brak deserów to jednak nie najlepsza reklama lokalnej gastronomi. A do tego ceny jak z wykwintnej restauracji…

 

Duży plus przyznaję za czyste i pachnące toalety będące zawsze pod ręką :).

 

 

Podsumowując, DreamPark w Ochabach jest jakby kompilacją parków w Krasiejowie i w Inwałdzie, problem jednak polega na tym, że jeśli w jednym miejscu chce się mieć za dużo kompletnie różniących się od siebie atrakcji, żadna z nich nie jest na aż tak wysokim poziomie jak w parku naprawdę tematycznym. Niby nie ma nic złego w multitematyczności, ale zbieranie w jednym miejscu czegoś dla każdego powoduje, że wiele rzeczy pozostawia niedosyt. Ochaby należą też do jednych z najdroższych parków, które odwiedziliśmy, a ich atrakcyjność jest raczej przeciętna. Mimo to można się tam wybrać z rodziną i miło spędzić czas. Mój syn i dziadkowie, którzy mają trochę mniejsze rozeznanie w parkach nie mieli żadnych zastrzeżeń, ale ja kilka rzeczy jednak bym poprawiła ;). Kluczem do sukcesu jest oryginalność, której nieco zabrakło...

 

comments powered by Disqus