Dyscyplina to podstawa wychowania ;)

2014-08-05

Po tym co za chwilę napiszę pewnie ktoś sobie pomyśli, że dość surowo wychowuję syna, ale w rzeczywistości zdarza mi się zagłaskiwać go i ustępować mu o wiele za często niż by wypadało ;).

 

Spacer po parku, ładna pogoda, Mama-Blogini z synkiem spacerują sobie spokojnie…

 

- Mamo, mamo… to ptaszysko, leży tu, śpi? – pyta syn na widok lekko już nieświeżego ptaka.

- Nie kochanie, ptaszek nie żyje, nie uważał i rozjechał go samochód, dlatego trzeba uważać – wyjaśnia mama, która notorycznie zmaga się z niesubordynowanym młodym lubiącym się oddalać bez sprawdzenia czy jest bezpiecznie.

-  A mnie też rozjedzie? – po chwili pada pytanie.

- Jak będziesz uważał to Cię nie rozjedzie. Kiedy jesteś blisko mamy to mama pilnuje żebyś był bezpieczny. Nie można się od mamy oddalać i trzeba się rozglądać czy nic nie jedzie, a nie biec przed siebie – mama korzysta z okazji do wygłoszenia wykładu ;).

- Dobrze, będę patrzył i będę blisko Ciebie – odpowiada rezolutnie synek, a po chwili już jest na końcu ulicy, na szczęście nieruchliwej, i pokrzykuje do mamy żeby ta się pospieszyła :).

 

Dodam, że oczywiście odwróciłam uwagę syna od martwego ptaka tak szybko jak się dało żeby zaoszczędzić mu mankamentów anatomicznych tegoż ciała ;).

 

Inna sytuacja…

 

Mama i syn są w sklepie, już doszli do kasy i czas na zapłatę… Mama sięga po portfel, wymienia kilka słów z kasjerką, pakuje zakupy i na ten moment odwraca wzrok od syna. Kiedy sobie to uświadamia rozgląda się nerwowo, ale małego już nie ma… okazuje się, że siedzi on sobie spokojnie na stercie dywanów w sklepie obok i czeka na mamę jakby nigdy nic. Mama przechodzi chwilowy atak paniki, ale ogarnąwszy się dostrzega w zasięgu wzroku małego, który mimo nieposłuszeństwa zastosował się do nakazu żeby być zawsze w polu widzenia :).

 

Zdenerwowana mama podchodzi do dziecka i próbując opanować emocja tłumaczy mu po raz kolejny dlaczego nie można się oddalać:

- Nie możesz sam nigdzie chodzić, rozumiesz, to niebezpieczne!

- Dlaczemu?

Po kilku rozsądnie wymienionych argumentach i ciągłemu dopytywaniu dlaczego tak jest matka nie wytrzymuje i używa argumentu ostatecznego:

- … bo może ktoś Cię porwać, wrzucić do wora i zamknąć w klatce, i będzie ci smutno bez mamy i taty.

Na to syn odpowiada:

- …ale ja mu zrobię szu-szu (coś jakby cios karate w wykonaniu klauna :)) i mnie wypuści.

Zirytowana już dyskusją matka odpowiada:

- Wcale nie, nie dasz rady, ten ktoś będzie silny, duży i brzydki i nie pokonasz go. Koniec dyskusji, idziemy do domu!

- Ale ja myślałem, że nie potrzebuję mamy - dodaje z refleksją w głosie syn :).

 

Każda okazja jest dobra do przekazywania mądrości życiowej, a biorąc pod uwagę, że większość z tej mądrości wycieka z głowy małego człowieka, trzeba powtarzać wiele razy i czasem używać ostrych słów żeby przemówić w sposób obrazowy do rozsądku…

 

comments powered by Disqus