Nie ma zbrodni bez kary :)

2014-08-05

Pokrzywa to ostatnio mój najlepszy przyjaciel od dawania umiarkowanie bolesnych nauczek ;). Nie ma to jak natychmiastowa kara za nie słuchanie mamy :).
 

 

Mama-Blogini do syna pod czas spaceru.:
- Kochanie nie ruszaj pokrzywy, bo cię pokłuje i będzie boleć rączka – ostrzega kilkukrotnie bez większego posłuchu.
Syn, lat 4, zaczyna się złościć, że idziemy jego zdaniem w niewłaściwym kierunku, zaczyna też machać nieskoordynowanie rączkami manifestując niezadowolenie, aż tu nagle...:
- Ała boli, MAMO, MAMO, M-A-M-O, AŁA! - łzy zaczynają płynąć, ale mama ratuje sytuację przykładając do bolącej rączki butelkę z zimną wodą. Tłumaczy też synowi, że przecież go ostrzegała, że pokrzywy kłują :).

Po chwili syn mówi już spokojniej:
- Mama jest milutka i mięciutka, już będę słuchał mamy, mama ostrzegała - następuje seria buzi-buzi i tuli-tuli i wracamy grzecznie do auta :).

 

Nie jest zwolenniczką kar, że tak powiem, cielesnych :), ale sytuacja z pokrzywą wzbudziła moją wewnętrzną radość, że mały złośnik poniósł zasłużoną karę, takiego pstryczka w nos. Nie stało się nic strasznego, ale efekt pedagogiczny, choćby chwilowy, został osiągnięty – łobuziak uświadomił sobie, że mama czasem jednak ma rację :).

 

Jaki z tego morał? Najlepsza kara jest wymierzana łagodnie, natychmiast i nie przez mamę tylko "siłę wyższą" potwierdzającą to przed czym ostrzegała mama :).

 

comments powered by Disqus