Taka prawda

2014-08-15

Poetycko zacznę od tego, że żadne rzeka nie płynie tak szybko i nieubłaganie jak strumień czasu :).

 

Pierwszego września minie rok odkąd mój mały synek stał się dzielnym przedszkolakiem, a w te wakacje minął już rok od wyprowadzki od Rodziców do naszego własnego wymarzonego domu… Na tym właśnie dziś się skupię, bo wiele małżeństw boryka się z koniecznością dzielenia przestrzeni życiowej z Rodzicami. Dla jednych jest to wygodne rozwiązanie, dla innych chwilowa niedogodność, a dla jeszcze innych życiowy test cierpliwości i dyplomacji.

Dla nas to była chwilowa przerwa w podróży do własnego gniazdka, która przeciągała się przez 6 lat :). Ostatecznie rok temu wszystko się zmieniło. Z Rodzicami nie mieszkało się źle, miało to nawet swoje zalety, ale 2 gospodynie,  albo inaczej – 2 pokolenia o różniących się poglądach, w jednym domu to nie najlepszy pomysł. Po tych kilku latach działaliśmy sobie na nerwy i przesilenie w postaci wyprowadzki było strzałem w 10 :D. Taka prawda…

 

Moje relacje z Rodzicami, a szczególnie z Mamą, nigdy nie były lepsze. Teraz gdy spotykamy się na ploteczki zamiast się ze sobą spierać i wyjaśniać o co której chodzi, po prostu sobie rozmawiamy. Jesteśmy ze wszystkim na bieżąco i obie akceptujemy to co nas różni. Teraz każda z nas może być Panią Domu na swój własny sposób i nie rodzi to konfliktów. Kolejnym plusem posiadania własnego domu jest poza samodzielnością i prywatnością całkowita i niczym nieskrępowana niezależność i brak konieczności ciągłego tłumaczenia po co, dlaczego, czemu akurat tak i czemu teraz? Rozkładanie każdej decyzji na czynniki pierwsze to dyscyplina domowego sportu, którą Rodzice opanowali do perfekcji, a jednocześnie konieczność stałego udowadniania swoich racji jest dla mnie i męża wyjątkowo irytująca. Kroplą, która przelała czarę znużenia było pojawienie się Juniora, gdyż moja Mama nie mogłą znieść płaczu wnuka, a jak wiadomo dzieci płaczą, więc przy każdej okazji próbowała nam pomagać, dobrze radzić lub po prostu się wtracać ;).

 

Żeby nie było, że nie ma żadnych pozytywów powiem, że mieszkanie z Rodzicami jest na pewno wygodne pod względem finansowym, a jeśli ktoś nie ma nic przeciwko nieustannej pomocy ze strony Rodziców, to pomocy tej na polu kulinarnym, wychowawczym i każdym możliwym na pewno mu nie zabraknie. Nikt tak dobrze jak Dziadkowie nie zaopiekuje się wnukiem i nikt tak jak oni nie dopilnuje domu pod czas nieobecności.

 

I nam właśnie poza oczywistymi zyskami, udało się zachować wcześniejsze profity jako, że mieszkamy z Rodzicami po sąsiedzku :). Wybudowanie domu na działce obok Rodziców podyktowane było nie tyle wygodą, co sprzyjającymi okolicznościami lokalowymi. Otóż mój pradziadek w posagu kupił babci dużą działkę składającą się de facto z dwóch sporych parcel. Na jednej z nich dziadkowie wybudowali swój dom, w którym teraz mieszkają Rodzice, a drugą w przypływie geniuszu dziadkowie zapisali w spadku mnie. I tak hołdując idei oszczędności i ograniczonych zasobów finansowych, na pustej od wielu lat działce stanął nasz nowy dom :D. Trzeba przyznać, że dziadkowie zawsze byli zaradni i przewidujący...

 

Wyprowadzka również świetnie zrobiła naszemu synkowi, który w starym domu wykazywał tzw. syndrom spuszczenia ze smyczy czyli chęć ciągłego wyrywania się spod kontroli i opuszczania swojego pokoju. Dodam, że stary dom nie był dobrze przygotowany na małe dziecko, bo budowany lata temu nie uwzględniał zabezpieczeń na schody czy kontakty, więc zachodziła konieczność ograniczania przestrzeni wybiegowej dla małego ssaka. W nowym domu synek odnalazł spokój, chciałoby się powiedzieć, że zmądrzał i dorósł, ale przede wszystkim cały dom stał się jego placem zabaw. W końcu nie muszę mieć cały czas na niego oka albo dwojga oczu, co daje małemu cwaniakowi pozorne poczucie niezależności ;).

 

 

Nareszcie wolni – chciałoby się powiedzieć :). Każdej parze polecam mieszkanie osobno – nawet jeśli miałoby to być okupione obniżeniem tzw. standardu życia warto się tego podjąć.

 

Aby sprawiedliwości stało się za dość, dodam, że nie chciałabym mieszkać zarówno z moją Mamą jak i z Teściową. Obie Pani są kochane i oddane, ale są też niezwykle egzaltowane i dają się ponieś emocjom. Ja również pozwalam sobie czasem „popłynąć’, więc zebranie pod jednym dachem takich emocjonalnych istot jak my nie mogłoby się skończyć dobrze ;)).

 

comments powered by Disqus