Poniedziałek z Sz.

2014-09-15

 

3... 2... 1... 0... START - zaczynamy nowy tydzień mocnym akcentem... Cytat na dziś to...

 

 

„On był stały –
Tylko one się zmieniały.”

 

 

Patrząc na związki znajomych zauważam, że wiele z tych które wydawały się niezniszczalne nie przerwało próby czasu. Dorosłe życie, odpowiedzialność nie tylko za siebie, ale i za Rodzinę, presja czasu i pieniądza, nierealne oczekiwania i (największy moim zdaniem problem) brak komunikacji miedzy ludźmi to skuteczne weryfikatory miłości. Dla wielu wygodniej jest wyskoczyć ze związku niż o niego zawalczyć.

 

Tym co teraz napiszę pewnie wielu się narażę, ale co mi tam… prawda nie zawsze jest wygodna…

 

Zwykle rozczulają mnie np. świąteczne zdjęcia, na których widać mamę, tatę, dzieci, choinkę i prezenty… Wszyscy się uśmiechają i aż miło jest patrzeć na taki obrazem wzajemnej miłości i troski. Ale ściema… Rok później również widzę zdjęcia świąteczne (lub wakacyjne) tej samej osoby i z niedowierzaniem zauważam zmiany składu osobowego – miejsce i choinka są te same, dzieci starsze, ale to nadal one, wzajemna miłość nadal kwitnie, ale tatuś lub mamusia jakby inni – co się okazuje: tatuś już nie jest mężem mamusi lub mamusia przestała być żona tatusia, więc na zdjęciu widać zupełnie inne osoby :). Niby to tylko rok, ale w życiu znajomej Rodziny to jak nowa epoka.

 

Rozumiem, że niedopasowanie charakteru się zdarza i każdy ma prawo szukać idealnej miłości; jeśli można mieć lepiej to nie ma sensu tracić czasu w nijakim związku, ale to jeszcze nic...

 

Załóżmy, że minął kolejny rok – nadeszły kolejne Święta, świat ujrzał kolejne rodzinne zdjęcie… Mama ta sama, ale jej partner znowu inny, a obok starszych dzieci pojawił się nowy maluch (domniemuję, że jest to owoc kolejnej miłości).

 

Czyste szaleństwo, mówi się, że „co rok to prorok”, ale co rok to nowy partner lub partnerka, a do tego co rok pojawia się owoc tejże na pewno już ostatecznej i najwspanialszej miłości… Nie wygląda mi to na rozsądne podejście do życia...

 

Oczywiście takie zmiany partnerów nie zdarzają się codziennie, ale wśród niektórych moich koleżanek czuję się jakoś tak niemodnie… Wiele z nich ma 2 lub 3 „męża”, dziecko z pierwszego małżeństwa, 2 dzieci z drugiego i np. 1 dziecko z trzeciego małżeństwa jest w drodze… Bycie przez lata, o zgrozo, żoną a nie partnerką 1 mężczyzny, który w dodatku jest ojcem kompletu dzieci trąci myszką… Kobieta wyzwolona i nowoczesna nie daje się zniewolić i szuka miłości idealnej w ramionach coraz to nowych=lepszych mężczyzn… Paranoja jakaś czy kryzys wierności, nie wiem? Ale coś jest nie tak, coś się zmieniło i to wcale nie na lepsze… Porywy serca, miłosne uniesienia, dramatyczne rozstania i powroty są takie emocjonujące, ale na filmie - w życiu takie miłosne burze wydają się bardzo niepraktyczne...

 

comments powered by Disqus