Przedszkolne życie II

2014-09-24

Patrząc na syna wypuszczonego spod moich skrzydeł na te parę przedszkolnych godzin widzę jak dorasta, usamodzielnia się, uczy się radzić sobie z trudnymi emocjami i rozwiązywać problemy na różne sposoby, ale przede wszystkim odkrywa, że dzieci są różne, mają różne potrzeby i temperamenty. Intuicyjnie wyczuwa, że nie jest jedyny i najważniejszy. Uczy się, że świat jest różnorodny i ciekawy, ale też może być niebezpieczny.

 

Mojemu synowi mogę zapewnić wszystko co najlepsze, mogę go nauczyć czytać i pisać, mogę go zabrać na ekscytujące wycieczki, mogę mu zapewnić najlepsza opiekę i tyle miłości ile tylko jest w stanie zaakceptować, mogę pokazać mu świat i objaśnić co i jak funkcjonuje, ale towarzystwa innych dzieci mu nie zastąpię, a to właśnie rówieśnicy pozwalają się wyszaleć i w tym szaleństwie jest coś naturalnego, niemal pierwotnego. Wydaje się, że przedszkole to tylko zabawa i koszarowanie dzieciaków na jednym dywaniku przez cały dzień, ale tak nie jest. Pewnie większość rodziców nie-przedszkolaków nie wie, że jest pewien program nauczania w przedszkolu, który musi być realizowany m.in. za pomocą szumnie nazwanych podręczników (tak, tak, nasze drogie maluszki mają podręczniki i pewną podstawę programową, którą powinny opanować w określonym czasie ;)).

Jako Rodzic świadomy i patrzący na edukację szkolno-przedszkolną lekko sceptycznie biorąc pod uwagę liczbę dzieci, która przypada na jednego nauczyciela, nie spodziewam się, że moje dziecko zostanie świetnie wyedukowane bez mojego udziału. Wprost przeciwnie, uważam, że to Rodzice powinni uczyć swoje dziecko czytać, pisać, liczyć itp., bo zrzucanie tego obowiązku na przedszkole czy szkołę jest nieporozumieniem.

 

Abstrahując już od wiedzy naukowej, przedszkole jest po to żeby dziecko miało kontakt z rówieśnikami i mogło się swobodnie z nimi bawić. Jeśli przy okazji czegoś się nauczy to chwała za to jego Pani Przedszkolance ;).

 

Mój mały to straszny maruda i niejadek, który najchętniej żywiłby się parówkami, różnego rodzaju kluskami i plackami oraz czekoladą. Zupka, mięsko czy wszelkie warzywka są dla niego zupełnie nieapetyczne i długo trzeba go nawiać żeby chociaż skosztował. Zupełnie nieoczekiwanym profitem przedszkola było dla mnie rozszerzenie się gustów kulinarnych synka, który np. wczoraj zażądał na obiad zupki pomidorowej z literowym makaronem i najlepsze jest to, że nie wycofał się ze swojej decyzji tylko zjadł całą miseczkę zupki bez szemrania. Stwierdził nawet, że zupka była bardzo smaczna i mocno ketchupowa :). Mały w przedszkolu mniej wydziwia i próbuje więcej produktów niż w domu, bo ku mej rozpaczy, twierdzi, że Pani Kucharka gotuje smaczniejsze rzeczy niż mamusia :)).

 

Nie wspomnę już nawet o tym, że chwile spokoju kiedy dziecko jest zaopiekowane w przedszkolu dla Rodziców są bezcenne. Poobiednie drzemki małego łobuziaka również zdarzają się częściej kiedy zmęczy się on i spracuje przedszkolnym życiem ;).  

 

Dlatego, Drodzy Rodzice, mimo swoich początkowych obaw i protestów pociechy wysyłajcie swoje młode do przedszkola – z początku może być łzawo, ale z czasem dziecko zrozumie, że przedszkole to fajna zabawa i samo będzie chciało do niego chodzić. Jeśli maluch mimo upływającego czasu nie może się przekonać do przedszkola to może warto przyjrzeć się bliżej o co chodzi... Czasem drobna zmiana przynosi duży efekt, a może się właśnie okazać, że dziecku nie odpowiada jakiś drobiazg i problem szybciutko zniknie. Może się też niestety okazać, że przedszkole to nie takie miłe miejsce jak nas zapewniał personel i wtedy bedzie trzeba podjąć bardziej radykalne kroki... Nie martwmy się jednak na zapas, zwykle jest tak, że dziecko po prostu musi poznać nowe miejsce, kolegów i opiekunów, a potem jest już z górki...

 

Życzę powodzenia w przedszkolnym życiu zarówno Rodzicom jak i Pociechom :).

 

comments powered by Disqus