Kondolencje [i]

2014-10-06

Dziś odeszła do wieczności jedna z nielicznych polskich aktorek, które lubię i szanuję. Anna Przybylska była jeszcze taka młoda i pełna nadziei, ale choroba ją pokonała. Była zdolną aktorką i piękną dziewczyną, ale przede wszystkim była dobrą mamą trójki dzieci i mądrą kobietą potrafiącą właściwie ustawić swoje priorytety. Nie lansowała się dzięki swojej chorobie, nie oczekiwała litości, chciała po prostu być z ze swoją rodziną i cieszyć się czasem jaki był im dany. Nie znałam jej osobiście, ale z obrazu jaki wyłania się z jej zdjęć i wywiadów wnioskuję, że była z niej fajna babka :). Przykro mi, że jej świeczka tak szybko zgasła… Media rozpisują się o jej śmierci głownie przez pryzmat osieroconych dzieci. Brak mamy to dla nich na pewno ogromna strata, ale ich życie będzie trwać dalej… Wierzę, że Mama dobrze je wyposażyła na przyszłość i będzie nad nimi czuwać… To właśnie te 3 młode osóbki są najlepszą pamiątką i największym sukcesem Pani Ani. Dla nich żyła i dla nich walczyła z chorobą, a sława i zaszczyty były w jej życiu tylko przy okazji… Przesyłam jej bliskim szczere wyrazy współczucia…

 

A propos współczucia...

 

Nie umiem zgrabnie składać kondolencji, bo zawsze wydaje mi się, że moje słowa nic nie znaczą wobec smutku bliskich, którzy stracili ukochaną osobę. Moje kondolencje choć adekwatne do sytuacji wydają mi się mało taktowne… Kiedy jestem na pogrzebie wraz z konduktem żałobników ściskam dłonie wdów i sierot mówiąc z łezką w oku „wyrazy współczucia” lub „moje kondolencje”, ale w środku czuję ciężar tych słow. Dla mnie zmarły zwykle nie był nikim bliskim i w gruncie rzeczy szybko przeboleję jego stratę nawet jeśli w danej chwili jest mi szczerze przykro, a  próbuję ze smutną miną pocieszać bliskich jakbym wiedziała co czują i jak im pomóc… Szczególnie kiedy nie byłam na pogrzebie, a potem spotykam osobę, która straciła kogoś bliskiego nie wiem jak zareagować – czy wyrazić smutek czy lepiej nie wspominać o zmarłym? Takie spotkanie mnie krępuje, bo nie wiem jak się zachować – jeśli powspółczuję mogę kogoś zasmucić przypominając mu stratę, a jeśli nie powiem nic wyjdę na nieczułą i niekulturalną. No i jak tu grzecznie wybrnąć?

Na pogrzebie tłum niemal obcych ludzi płacze i wspomina z rozrzewnieniem zmarłego, podczas gdy za życia nie utrzymywał z nim kontaktu. Każdy deklaruje pomoc i wsparcie dla tych, którzy ponieśli stratę, a po stypie wszyscy się rozchodzą i tyle są widziani… Dobrze postrzegane jest metaforyczne pochylenie się nad zmarłym i powspominanie jakim był dobrym człowiekiem, ale mało kto dba o to jaki był naprawdę. Czy tylko ja widzę jakąś niestosowność czy faktycznie traktujemy uczucia innych bardzo powierzchownie?

Dobrze, dobrze… wiem, że mamy takie zwyczaje pogrzebowe, a nie inne, ale prawdą jest, że rodziny najskuteczniej łączą pogrzeby, no i ewentualnie śluby :). Kluczem do właściwego zachowywanie się są słowa "na pokaz", a ja nie zawsze umiem być na pokaz wystarczająco szczęśliwa lub smutna i stąd wynika dysonans między tym co czuję a tym jak się zachowuję ;).

 

Bosze, ale ja się ostatnio zrobiłam świadoma swoich uczuć... Albo moje życie wewnętrzne rozwinęło się znacząco podczas gdy pozornie jestem tylko Kobietą Domową albo już do reszty świruję próbując ubrać swoje niepoukładane myśli w zgrabne teorie :)). Tak czy owak myślcie o mnie z sympatią...

 

comments powered by Disqus