Myśl przewodnia

2014-10-28

Zbliżające się Święto Zmarłych mnie i pewnie również Was Drodzy Czytelnicy wprowadza w nostalgiczny nastrój. Mało tego, w obliczy tegoż Święta czujemy żal, a niejednokrotnie myśląc o nieuniknionej prędzej czy później śmierci lub o bliskich, których już nie ma pogrążmy się w czarnych myślach… Zastanawiamy się jakby to było gdyby nasi bliscy zmarli nadal byli z nami, czasem myślimy co by było gdyby nas los kiedyś nie oszczędził… Sekunda wcześniej, sekunda później… ruchliwa ulica… decyzja lekarzy… duża wysokość… Pewnie nawet nie wiemy ile razy coś nam zagrażało…

Nie wpadajmy jednak w depresję, bo nie taki miałam zamiar siadając do klawiatury :).

 

Zauważyłam, że zawsze w okolicach Zaduszek jak diabeł z pudełka wyskakują na różnych stronach wirtualne znicze. Ni z tego ni z owego gnani poczuciem winy, że może za życia za mało uwagi poświęcaliśmy zmarłym lub po ich śmierci nie odwiedzamy regularnie (z braku czasu lub ochoty, bez różnicy) ich grobu, zapalamy internetowe lampki. Szczerze powiem, że nie rozumiem sensu takiego celebrowania pamięci zmarłych… Klik tu czy klik tam i już – świeczka zapalona. Ja zapalam wyimaginowaną świeczkę moim bliskim za każdym razem kiedy o nich myślę… To właśnie ta pamięć utrzymuje ich blisko mnie. Nie zawsze mam czas odwiedzać groby, a i często mój nastrój temu nie sprzyja, ale mimo to nie mam wyrzutów sumienia, bo moi bliscy o ile to tylko możliwe wiedzą, że byli/są dla mnie ważni. Odległość lub obowiązki, które mogą nam uniemożliwiać zajęcie się grobami bliskich to też nie problem, bo to właśnie ta myśl i emocja się liczą, a nie wyklikanie wirtualnej intencji. Jeśli ktoś jest wierzący może zamówić mszę za swoich zmarłych lub jeśli ma ku temu możliwość finansowe wykupić „zadbanie o grób” w specjalnej firmie. Wydawało mi się, że takie usługi to jakaś fanaberia, ale podobno ich popularność i dostępność bardzo wzrosła. Zaryzykowałabym stwierdzenie, że myślimy o zmarłych z potrzeby własnego serca, a dbamy o ich groby z szacunku lub (o zgrozo) z obawy co ludzie powiedzą jeśli tego nie zrobimy…

 

W tym roku mięliśmy szczęście nie stracić żadnej bliskiej osoby. Niestety straciliśmy naszą drogą przyjaciółkę domu Roksankę. Jej śmierć bardzo nas boli, ale nie będę ukrywać, że mimo ogromnej sympatii jaką ją darzyłam, jest to strata mniejsza niż odejście osoby. Tęsknię za Roksi, brakuje mi jej kręcenia się pod nogami, pomiaukiwania i mruczenia. Wracając do domu wiedziałam, że ona zawsze pierwsza mnie powita, krzątając się w kuchni lubiłam do niej mówić, irytowałam się kiedy wynosiła karmę z miseczki albo zostawiała wszędzie kłębki futra… Łączyła nas niewidzialna nić porozumienia – Roksana była pierwszym zwierzątkiem, które było naprawdę moje. Lubiłam ją razem z jej zaletami i wadami, bawiłam się z nią, a kiedy chorowała próbowałam ją ratować, karmiłam ją, szczotkowałam, pudrowałam, sprzątałam po niej… teraz brakuje mi tych naszych wspólnych spraw :). Wkrótce zamieszka z nami nowa kicia, a nawet 2 :), ale Roksi cały czas będzie niedoścignionym wzorem jaki powinien być kot-przyjaciel. Niestety póki kociaki nie pokażą swojej sympatii, osobowości i unikalnych cech będę je porównywać do mojej pierwszej „„dziewczynki””, która jak najlepsza terapeutka podnosiła mnie na duchu kiedy było mi smutno.

 

comments powered by Disqus