Kobieta Wyzwolona nie musi być Feministką

2015-01-07

Aktualnie modne są feministyczne idee o niezależności, wolności, równouprawnieniu i swobodzie decydowania. "Kobieta powinna się realizować zawodowo, rywalizować z mężczyznami, być użyteczna społecznie, przedkładać siebie ponad rodzinę" - powiedzą „odważne” Kobiety. I nie ma w tym nic złego o ile nie narzucają one swojego punkty widzenia innym, może nieco mniej modnym i wywrotowym, Paniom (również Kobietom Domowym, którym dobrze jest we własnym zaciszu, a przez takie umoralniające wykłady czują się sfrustrowane). Kobiety i Mężczyźni różnią się od siebie nie bez przyczyny i uważam, że można być postępową i atrakcyjną Damą pełną kobiecości i wdzięku zamiast udawać „twardą babę z jajami”, która musi walczyć – o siebie? o idee? o cudze poczucie dyskryminacji? Sama nie wiem o co.

 

Kiedyś Kobieta Domowa skupiająca się na trosce o dom, dzieci i męża postrzegana była jako anioł ciepła i domowego miru. Dziś jest to synonim poddania się mężczyźnie i wyraz braku ambicji (zawodowych). Istnieje szereg Kobiet, które ze względów światopoglądach, lekkomyślnie deklarują niechęć do posiadania potomstwa. Wiele z nich nigdy się publicznie nie przyzna, że w swej niezależności coś jednak straciły, że wracając do pustego, eleganckiego domu urządzonego niemal na miarę za czymś tęsknią. W pogoni za lepszym stanowiskiem, za bardziej pasującym partnerem i ze większą niezależnością zapomniały one, że w życiu liczą się uczucia, wrażliwość, bezinteresowna miłość i nawet irracjonalne spełnienie. Lata mijają i może się okazać, że praca, partner, status społeczny nie są już najważniejsze, ale na założenie rodziny jest za późno. Kobiety takie są szanowane, inni się z nimi liczą, wygląda na to, że osiągnęły niewątpliwy sukces, ALE czy są szczęśliwe same ze sobą?

 

Mówi się, że silna kobieta potrzebuje silnego partnera, który będzie stał u jej boku, ale myślę też, że równie mocno potrzebuje kogoś małego i bezbronnego do kochania, dla kogo będzie całym światem, przy kim będzie mogła pozwolić sobie na kruchość i wrażliwość. "Być niczym dla wielu i wszystkim dla jednego" – dla mnie to jest sedno szczęścia. Posiadanie potomstwa nie jest wyznacznikiem kobiecości, ale jego brak nie powinien świadczyć o większej samoświadomości, ambicji czy potrzebie wolności. Oczywiście wiele kobiet łączy owocne życie zawodowe i szczęśliwe życie rodzinne. Chodzi mi jednak o to, że wg grzmiących z „mównicy” feministek kobiety powinny być twarde i opanowane, powinny wybierać jedną rzecz i na niej się skupiać (jak mężczyźni). Właśnie ten kategoryczny ton i próba uszczęśliwiania na siłę tych którzy tego nie potrzebują mnie zniechęca. Prawa kobiet są ważne, płcie są sobie równe, każdy ma prawo do samorealizacji, ale nie kosztem przyrównywania wszystkich do jednej bezdusznej średniej. Żal tracić swoją kobiecość dla oczekiwań innych.

 

Może moje wrażenie wywierania nacisku na kobiety, które niekoniecznie chcą pchać się na afisz jest zbyt wyolbrzymione, ale nie mogę pozbyć się poczucia, że będąc Panią Domu, Kobietą Domową, Spełnioną Żoną i Matką (jak zwał tak zwał) jest się ocenianą jako mniej ambitną, mnie mądrą, mniej pracowitą i mniej zdolną niż kobieta pracująca zawodowo, której miarą wartości jest comiesięczna wypłata. Niestety, zajmując się domem można liczyć tylko na zapłatę w uśmiechach dzieci i komplementach męża – nic materialnego, wszystko względne. Nie chcę tu kategoryzować ani mówić który sposób życia jest lepszy. Uważam jedynie, że każdy powinien żyć jak lubi, bez przymusu dopasowania się do cudzych oczekiwań i wyznaczonych ramek (w granicach rozsądku, oczywiście). Głos Kobiet deklarujących się jako feministki z telewizji, gazet czy radia brzmi donośnie i bardzo wiarygodnie, ale czy faktycznie jest to głos w sprawie wszystkich Kobiet czy tylko tych, które bardzo chcą udowodnić, że mają rację i racja ta jest jedyna i słuszna.

 

Drogie Panie, nie pozwólmy aby nasze poczucie winy, że nie żyjemy jak feministyczna doktryna nakazuje, było lekiem na kompleksy hałaśliwych Kobiet stawiających się na pozycji bóstwa znającego prawdę objawioną. Zbyt wiele osób nadużywa feminizmu przypisując mu nadprzyrodzoną moc czynienia kobiet szczęśliwymi. W rzeczywistości jest to pojęcie tak elastyczne, że dla każdej z nas może znaczyć coś innego. Nie dajmy się zmanipulować ani dać sobie wmówić jakie powinny być nasze oczekiwania - szczęście i spełnienie są wartościami indywidualnymi, a sposób życia i relacja zawiązywane z partnerem tym bardziej nie powinny być narzucane w odgórny sposób. Mnie osobiście niesamowicie irytuje agresywny i natarczywy sposób w jaki przemawiają kobiety zasłaniające się w ich pojęciu czystym feminizmem. Właśnie ich władczy sposób bycia i  narzucająca swoje zdanie retoryka odstręczają mnie od nowomodnych idei Kobiet wyzwolonych nie wiadomo od czego. Ostry ton i przekonanie o swej nieomylności dają mi wrażenie bycia atakowaną. Zamiast się do nich przyłączyć chcę się bronić i sprzeciwić uszczęśliwianiu mnie w szablonowy i bezduszny sposób. Szukając coraz to bardziej kontrowersyjnych sposobów uwolnienia się od obowiązujących konwenansów i przyjętych norm, Kobiety tracą swą kobiecość i wdzięk. Poszanowanie wolności i praw Kobiet nie ma nic wspólnego z medialnymi wystąpieniami mającymi na celu wywołanie skandalu i promocję własnej osoby. Feminizm to nie aborcja, bycie singlem, nieposiadanie potomstwa ani robienie zawodowej kariery. Feminizm to życie w zgodzie z samą sobą i brak przyzwolenia na narzucanie sobie cudzej woli.

 

Pokolenia aktywnych feministek zachodzą teraz pewnie w głowę czemu  wiele współczesnych Kobiet nie korzysta z przywilejów jakie zostały dla nich wywalczone. Czemu Kobiety te nie są wdzięczne za trud i poświęcenie oraz czemu nie wykorzystują posiadanych możliwości? Otóż doceniamy trud i szanujemy poświęcenie, ale być Kobietą wyzwolona oznacza również  mieć odwagę powiedzieć "Nie, dziękuję, nie trzeba mnie ratować ani przemawiać w moim imieniu, jestem silna i odważna, uratuję się sama i będę szczęśliwa na moich warunkach".

 

comments powered by Disqus