Czas na kolejne dziecko (?!)

2015-01-13

Nasze plany w konfrontacji z rzeczywistością często mocno się rozmijają. Jednym z przykładów na to jest deklarowana dzietność lub bezdzietność, która weryfikowana jest przez sytuację życiową, zasoby czasu i pieniędzy lub matkę naturę.

Wiele par niesamowicie irytują wścibskie lub nawet życzliwe pytania o plany prokreacyjne lub dobre rady w tej kwestii. Raz się ma za mało dzieci, raz za dużo, nigdy nie da się zadowolić wszystkich i raz na zawsze uciąć krępujących pytań. Poddawani jesteśmy ocenie osób, które ilość naszych pociech oceniają wg własnych kryteriów pożyteczności, miłości, spełnienia... Oczekiwanie i życiowe cele różnią się tak samo jak różnią się poszczególne osoby.

Liczba dzieci i czas, w którym się na nie decyduje powinny zależeć wyłącznie od woli rodziców, a nie życzliwych babć, ciotek czy koleżanek. Idealnie byłoby gdyby nasza dzietność faktycznie zależała tylko od nas samych, bo o ile radami życzliwych możemy nie zaprzątać sobie głowy, to z matką naturą, która uwielbia mieszać w naszym życiu, dyskutować się już nie da.

 

Powiem szczerze, że nie do końca rozumiem zażenowanie i poirytowanie par, które pytane "kiedy zdecydują się na pierwsze/kolejne dziecko?" najeżają się i zamykają w sobie. Na pytania tego typu jest jedna rada - szczerość.

"Mamy jedno dziecko, bo tak chcemy." "Mamy pięcioro dzieci, bo tak zdecydowaliśmy." "Mamy dwoje dzieci i tyle nam wystarcza."

 

Inna jest sytuacja par, które dzieci nie mają wcale, ale tu też szczerość zwykle zamyka skutecznie buzie ciekawskim.

"Nie mamy dzieci, bo nie czujemy się jeszcze na nie gotowi. Bo nie chcemy ich mieć teraz lub nigdy. Bo nie możemy ich mieć i to nie zależy od nas." Albo po prostu i bez zbędnego tłumaczenia - "To nie jest temat, na który chcielibyśmy rozmawiać."

Pytania nie znikną, ale przynajmniej nauczymy się gasić dyskusję na samym początku.

 

Dzietność to prywatna sprawa kobiety i mężczyzny, i nikt nie powinien im w tej kwestii "pomagać". Jednakże żyjemy w takim świecie, a wypytywanie jest rzeczą ludzką, że nie uda się uniknąć kłopotliwych pytań "kiedy? i czemu nie teraz?". Można jedynie ugryźć się w język i wziąć takie pytania na półserio. Nie ma powodu tłumaczyć się ze swoich decyzji, ale nie ma też powodu do zdenerwowania. Jeśli posiadanie potomstwa w ilości x lub nie posiadanie go wcale jest naszą świadomą decyzją, której jesteśmy pewni to wystarczy powiedzieć dobitnie, że to nasze życie i w takim składzie chcemy je przeżyć. Trudno jest się zmagać z nieustannym kwestionowaniem swojej decyzji przez bliskich lub znajomych, ale to nasza decyzja i to my będziemy ponosić jej konsekwencje. Jeśli nie umiemy skutecznie obronić swojego punktu widzenia to jak mogliśmy w ogóle podjąć  arbitralna decyzję? Choć z drugiej strony skoro to nasze życie to czemu w ogóle mielibyśmy się komuś tłumaczyć i usilnie wyjaśniać po co i dlaczego...

O wiele trudniej jest się przyznać, że bardzo byśmy chcieli pierwsze lub kolejne dziecko, ale nie możemy go mieć. Nie jest to niczyja wina ani kara za coś, po prostu życie często pisze dla nas inne scenariusze niż byśmy sobie życzyli i obsadza nas w innych rolach niż sami byśmy wybrali. Nie ma się czego wstydzić ani udawać, że nic się nie dzieje. Mało tego, wstydzić należy się złych uczynków, kłopotliwych nawyków lub wstydliwych sekretów, a nie tego, że mimo wielkiej miłości i chęci posiadania potomstwa nie jest nam to dane. Trudno jest się przyznać przed samym sobą, że problem istnieje i rozwiązanie go wykracza poza nasze możliwości. Dopiero kiedy pogodzimy się z sytuacja, przestaniemy obwiniać siebie lub partnera, oswoimy swoje lęki i nauczymy się szczerze rozmawiać, pytania znajomych i rodzimy przestana nas ranić. Pierwszym krokiem do tego jest szczera odpowiedz na krępujące pytanie "no kiedy w końcu będziecie mieć to dziecku?" - "bardzo byśmy chcieli, ale nie zawsze chcieć to móc, więc może nigdy nie będziemy mieć dziecka". Bolesne? Owszem. Oczyszczające? Bardzo. Ucinające skutecznie dalsze dywagacje? Zdecydowanie tak, bo chyba nikt obdarzony odrobiną empatii nie będzie drążył tematu ani nie będzie kolejny raz nas wypytywał. Taka rozbrajająca szczerość to kubeł zimnej wody dla dopytujących się zwykle bez złych intencji osób. Sama niejednokrotnie wykazałam się zupełnie niezłośliwie ignorancją kiedy pytałam kogoś o plany prokreacyjne choć to nie moja sprawa. Pytanie o dziecko to pozornie zupełnie niegroźny temat błahy jak rozmowa o pogodzie. Rzuca się go mimochodem nie chcąc nikogo urazić. Jednakże jeśli akurat trafimy na wrażliwą osobę zmagająca się z tym pytaniem już wielokrotnie, jej poirytowanie może nas niemile zaskoczyć. Szczerość jest najlepszą obrona, ale wiem, że wielu osobom nie przychodzi ona łatwo. Kłopotliwe pytanie zbywane jest albo milczeniem albo zdawkowym uśmiechem choć w środku coś pęka... Czemu tak bardzo boimy się przyznać, że nie jesteśmy idealni i że nie na wszystko mamy wpływ? Czemu wstydzimy się pokazać, że coś nas boli? Może z obawy przed wyśmianiem, wykorzystaniem tego faktu przeciwko nam lub brakiem zrozumienia.

 

Wstyd się przyznać, ale kiedy rozmawiam z kobietą, która nie ma dzieci wcale lub ma tylko jedno, a mogłaby mieć więcej, bo jej sytuacja w każdym względzie na to pozwala, przez głowę przemyka mi myśl, że kobieta ta marnuje okazję jaka została jej dana. To jest jednak mój prywatny i osobisty punkt widzenia, i nie zamierzam nikogo uświadamiać jak wielkiego daru przekazywania życia nie docenia. Jedyne co szczerze mnie irytuje to sytuacja kiedy widzę kobietę w ciąży lub z małym dzieckiem palącą papierosy (nie wspomnę już nawet o piciu czegoś mocniejszego niż ziołowa herbatka). Wtedy właśnie myślę sobie, że taka kobieta nie docenia szczęścia jakie ją spotkało i wcale nie żałuję myśli, że ona nie załguje na macierzyństwo.

 

Matka trójki dzieci nie jest bardziej  kobieca od kobiety bezdzietnej, a Ojciec jedynaka jest tak samo męski jak mężczyzna ze stadem potomstwa. Dzietność nie jest wyznacznikiem wartości człowieka. Jest jedynie dopełnieniem i wyrazem planu jaki mamy na życie. Jeśli ten plan nie jest taki jak sobie założyliśmy trzeba go zmienić i zaakceptować na nowo. Zmieniajmy to co możemy zmienić, a to na co nie mamy wpływu odłóżmy do przegródki "niebyłe" i żyjmy dalej. Jeśli natomiast nasz plan nie pokrywa się z planami jakie miała dla nas rodzina lub znajomi to nie próbujmy na siłę się dopasowywać - niech świat dopasuje się do nas, a Ci którzy deklarują, że nas kochają nich kochają bezwarunkowo.

 

Powszechnie panujący pogląd na temat ilości potomstwa najlepiej oddaje zamieszony obrazek...

 

comments powered by Disqus