"Dłużej złudzeń nie ocalę, więc co dalej?"*

2015-02-03

Dawno nie pisałam co się u nas dzieje... Otóż nie dzieje się nic spektakularnego :).

 

Ksawi, moje nieustające źródło inspiracji i chęci do życia, rośnie zdrowo. Jest poważnym przedszkolakiem, którego znają i lubią chyba wszyscy, bo towarzyska i gadatliwa z niego bestyjka ;). Ku mej wielkiej dumie i radości dzidziak dużo i wyraźnie mówi, jest odważny, towarzyski i ciekawski, coraz lepiej jada i staje się samodzielny, dorasta, zmienia się... Lubi swoje przedszkole, darzy dużym respektem Panie przedszkolanki, dogaduje się z innymi przedszkolakami, śpi sam w swoim pokoiku, wymyśla coraz bardziej skomplikowane zabawy, potrafi wytłumaczyć o co mu chodzi, stara się panować nad emocjami, ma dużą wyobraźnię, szybko się uczy, słyszy wszystko i wszędzie, wykazuje węchowe talenty po mamusi i zdroworozsądkowe po tatusiu ;), jest wyrozumiały i troskliwy w stosunku do naszych kotów, potrafi okazywać miłość, przytulać się, całować, mówić "kocham"... Jest słoneczkiem naszego życia i tym co najlepiej się nam w życiu udało :D. Staramy się wychowywać go na dobrego człowieka, tłumaczymy, że trzeba liczyć się z uczuciami innych i że każdy jest inny, ale tak samo dobry, ładny, mądry... Bawimy się z nim, uczymy, pokazujemy świat i objaśniamy jak on działa - po prostu jesteśmy przy naszym synu i poświęcamy mu maksimum naszego czasu i uwagi. Wychowanie dziecka jest życiową misją i najważniejszym z zadań :).

 

Mąż pracuje żeby rodzina miała wszystko czego potrzebuje, ale przede wszystkim jest największym autorytetem dla syna i wsparciem dla mnie, skromnej małżonki :).

 

A ja? Cóż, pracuję i jednocześnie nie pracuję w zależności jak kto definiuje pracę zawodową. Można powiedzieć, że pracuję w domu, ale nie tylko nad sprawami domowymi. Wróciłam do pisania txtów komercyjnych i na zamówienie - choć majątku na tym pewnie nie zbiję, nie narzekam na nudę. Jestem czymś więcej niż tylko blogerką, ale napisanie, że jestem dziennikarką byłoby przechwałką.  Po prostu jestem sobą - mamą, żoną, blogerką, redaktorką, kobietą domową... jestem tym co w danej chwili jest potrzebne :).

 

Ku radości jednych i dużemu niezadowoleniu innych we własnym domu mieszka nam się świetnie. Nie wiem czemu tak długo zwlekaliśmy z wyprowadzką od rodziców ;). Teraz czuję się na swoim miejscu, mam własny dom i rodzinę, a nie dom rodziców, dla których zawsze będę dzieckiem. Aż boję się pisać żeby nie zapeszyć, ale teraz mam właśnie takie życie jakiego zawsze chciałam i niczego nie chciałabym zmieniać. Niektórzy pewnie nazwaliby to stagnacją, barkiem ambicji do ulepszania tego co jest tylko dobre, a mogłoby być lepsze lub po prostu lenistwem, ale ja nazywam to szczęściem i świętym spokojem :). Ciągle tkwi we mnie kompleks kobiety domowej-niepracującej, ale z drugiej strony pieniądze nie są dla mnie celem samym w sobie tylko sposobem na dobre życie, więc skoro to dobre życie jest w stanie zapewnić nam mój Wielce Szanowny Małżonek nie czuję potrzeby by piąć się po szczeblach kariery. Choć wcale nie zarzekam się, że nigdy nie wrócę do biura...

 

Rodzice z obu stron czują się względnie dobrze, koty dokazują, znielubianych sąsiadów nie widuję za często, słońce świeci, ziemia się kręci... jak to się kolokwialnie mówi, "oby nie było gorzej" :).

 

* w radiu właśnie leci piosenka Marysi Sadowskiej "Kiedy nie ma miłości" i stąd tytuł posta :)

 

comments powered by Disqus