Poznajmy się

2009-10-20

Witam wszystkich, którzy chcą poznać Bloginię oraz tych, którzy zajrzeli tu przez czysty przypadek... Słowo "przypadek" (przynajmniej na razie) będzie na moim blogu kluczowe.

Bardzo cenię sobie swoją prywatność i pewnie dlatego anonimowość w sieci zachęciła mnie do blogowego eksperymentu.

 

Jako, że jest to mój osobisty blog wypadałoby rozpocząć naszą znajomość, drogi Czytelniku od tego, że urodziłam się ćwierć wieku temu i nie było w tym nic zaskakującego - moi rodzice poznali się, pokochali, pobrali i 2 lata po ślubie pojawiłam się w ich świecie ja - Wunia :). Można powiedzieć, że ćwierćwiecze minęło mi całkiem przyjemnie i bardzo szybko.  Z perspektywy czasu wiem już, że prawie zawsze osiągałam to czego chciałam i że powzięte plany realizowałam bardzo konsekwentnie - jako osoba dobrze zorganizowana i przezorna na wszystko miałam wpływ i co by się nie działo miałam wszystko "połapane" :). Jakby to powiedziała moja babcia: "Kto nosi ten nie prosi" :). Moje życie w dużym skrócie: skończenie szkół z dobrymi wynikami i bez żadnych potknięć po drodze, a potem wybrane trochę przez szczęśliwy przypadek studia  (chciałam studiować medycynę, ale na egzaminach wstępnych powinęła mi się noga i wylądowałam na Zarządzaniu i Marketingu - dobrze się wtedy stało, bo na lekarza chyba byłabym za miękka). W międzyczasie znalazłam swoją drugą połówkę (największy prywatny sukces :D) - mojego mężczyznę, z którym jestem szczęśliwa (pozdrowienia dla mojego kochanego męża ). Ślub oczywiście też był taki jak sobie zaplanowaliśmy (nawiasem mówiąc, polecam ślub każdemu, bo to naprawdę niepowtarzalny dzień - tego jednego dnia dużo się dzieje, a świat kręci się jakby tylko wokół Młodej Pary albo zatrzymuje się dla Niej). Wkrótce po obronie pracy mgr znalazłam sobie całkiem znośną pracę i czas mijał mi bardzo szybko, a dni stawały się podobne do siebie - z jednej strony zapanowała lekka monotonia, ale z drugiej bezpieczna stabilizacja.

Jak widzicie wszystko szło jak w zegarku czyli o czasie i bez wpadek...

 

Tak, wiem... to takie mało oryginalne pisać o swoim życiu, które jest całkiem zwyczajne, a jednak dla mnie wyjątkowe i warte wspomnienia, bo Wunia jest tylko jedna (no przynajmniej taką mam nadzieję, bo wg relacji rodziców jestem jedynaczką ;)). Pisząc to pewnie przysporzyłam sobie właśnie paru wrogów, ale jeśli ktoś jeszcze nie jest znudzony nadmiarem słodyczy zapraszam do dalszego czytania...

 

comments powered by Disqus