Nowa nadzieja

2009-11-03

W lipcu dowiedziałam się, że jestem w ciąży - najpierw pokazał to domowy test, a potem test z krwi potwierdził wynik. Oczywiście byliśmy bardzo, bardzo szczęśliwi :D, choć pojawił się cień strachu, ale przecież poprzednia sytuacja miła się już nigdy nie powtórzyć.

Tym razem od pierwszego dnia kiedy się dowiedziałam o ciąży byłam już na L4 - lekarz nie chciał ryzykować, ja z reszta też nie chciałam. Miałam prowadzić oszczędny tryb życia, dobrze się odżywiać, odpoczywać i nie denerwować niczym. Realizując postulat o nie denerwowaniu się, moje zwolnienie wręczyłam szefowi szybko i bez zbędnych dyskusji. Obyło się bez pogadanki o odpowiedzialności itp., bo głównej szefowej wtedy nie było i zwolnienie przyjął jej mąż. Kolejne L4 doniósł szefowej mój mąż i wtedy już musiał wysłuchać kazania nt naszego wyrachowania i wspaniałomyślności firmy. A tak naprawdę to co takiego strasznego jest w posiadaniu dziecka? Jesteśmy młodym małżeństwem i nikt nie ma prawa od nas wymagać, że podporządkujemy swoje życie rodzinne pracy. Robiłam co mogłam żeby być dobrym pracownikiem, ale kiedy stanęłam przed wyborem praca albo dziecko wybrałam dziecko i nie żałuję swojego wyboru. Po prostu nadszedł czas żeby pomyśleć o sobie, o nas, o naszym dziecku.

comments powered by Disqus